Partyjne spotkanie

Klubowe spotkanie było tym razem tajne. Tak tajne, że wiedziało o nim zaledwie kilka osób w państwie i obsługujące je kelnerzy. Wybrani ministrowie rządu, pani premier i prezydent, mieli naradzić się jak wygrać wybory.
Półokrągły stół nakryto białym obrusem, na których w pośpiechu kelnerzy ustawiali jeszcze kieliszki, gdy zaczęli schodzić się pierwsi uczestnicy. Niektórzy ospale, inni z uśmiechem, sala powoli wypełniała się gwarem toastów. Co prawda wódka miała być podana po naradzie, lecz minister sprawiedliwości zarządził, że sprawiedliwie będzie podać ją od samego początku.
W końcu nadeszła Ona. Charakterystyczny stukot butów, w rytmie na trzy, jako że obcas jednego buta stawiała przed postawieniem palców, a drugiego równocześnie z palcami powodował rozpoznawalny z daleka dźwięk – ra-ta-ta, ra-ta-ta. Stanęła w drzwiach i potoczyła groźnie jednym okiem po nieźle rozbawionej gromadzie. W tej samej chwili gdy udało jej się opanować uciekające w zezie drugie oko i skupić je na stojącej na stole wódce, minister zdrowia Bartek Łykowicz zaintonował znaną w kuluarach partyjnych piosenkę – Nie płacz Ewka. Szefowa rządu nie lubiła jej wcale, całkiem słusznie uważając, ją za przytyk do rozbieganego wzroku i mimowolnie cisnących się łez ilekroć ktoś wspomniał o pensji jej poprzednika zasiadającego obecnie w strukturach UE.
- Zamknij się Bartek, ryknęła, wszyscy się zamknijcie !
Sorry Ewka, ale zamknąć to trzeba mieć za co, zarechotał Cezary – zwany też ministrem niesprawiedliwości.
- już ty wiesz za co, groźnie warknęła premierowa, dodając za chwilę – gdzie Bronek ?
Faktycznie prezydenta nie było. Nie stało się nic nadzwyczajnego, ot jak co dzień siedział przed telewizorem i dłubiąc w nosie, zapomniał o czasie i przestrzeni. Płynął przez niebyt myśli, a w równolegle płynął czas, gdy już dawno miał być gdzie indziej.
- ja to załatwię, zaoferował się marszałek Radosław. Po czym wyciągnął telefon i bez skrępowania zamówił pizzę.
- Zwariowałeś ?! wrzasnęła Ewka. Przecież my tu mamy catering, a do tego to spotkanie jest tajne !
- Spoko, to tylko przykrywka, BOR pojedzie po pizzę i przy okazji przywiozą Bronka. Będzie świetna przykrywka dla PISowców jak zechcą rozliczać kilometry.
Nie upłynęło wiele czasu, gdy faktycznie prezydenta wniesiono na salę. Siedział dalej na swym krześle dłubiąc w nosie i nie reagując na bodźce. Nie było to nic nowego, każdy z obecnych wiedział, że prezydent jest starej daty, i gdy skończy jedną czynność jego rozum będzie w stanie zająć się następną. Trochę ta jednowątkowość przeszkadzała, jednak specjaliści pokonywali pojawiające się problemy, jak choćby dukanie przemówień. Prezydent za bardzo skupiał się na trzymaniu kartki, by mówić całymi zdaniami. Gdy kartki przylepiano do mównicy, prezydent mówił o wiele płynniej.
- Mam wniosek formalny – krzyknął znienacka minister obrony narodowej Tomasz SI-Moniak.
- k… ! co znowu, ryknęła Ewka. Przecież ty nie odróżniasz lampki od mikrofonu, więc jak możesz odróżniać wniosek formalny od toastu ?
- Nno to wznoszę toast formalny, bełkotał pod nosem podchmielony minister – by w związku z ostatnimi wydarzeniami wezwać obywateli do rejestracji posiadanej broni…
- Jak rejestracji ! Rozpaczliwie zawyła Ewka. Przecież w tym zasranym kraju nikt poza naszymi specjalnymi agentami nie ma broni bez pozwolenia !
- i tu się myliszszsz… wyrzęził minister, wziął głębszy oddech i wypalił – a co z krzesłami ? Przecież na ostatnim wiecu Bronka zaatakowano go zaostrzonym krzesłem…
Nim pani premier zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, Bronek przerwał dłubanie w nosie, dostał wielkich oczu, przeraźliwie sapnął kilka razy i w końcu krzyknął – ja się boję krzesłów !
Po czym całkiem bez sensu wstał i wszedł na krzesło na którym do tej pory siedział.
- przestraszyłeś prezydenta swoją mową nienawiści, syknął zjadliwie znad talerza ze szczawiem wieloletni członek partii Wiesiołowski.
- spieprzaj dziadu i żryj trawu odpalił mu szef MON.
- Zamknąć się, obaj, ryczała Ewka, ale nikt nie miał zamiaru się podporządkować. Bo zadzwonię po ABW, albo po bratnie wojsko, groziła pani premier, bo was wyślę na Kołymę !
I pewnie wydzierałaby się tak jeszcze długo, gdyby minister sportu, który pił najmniej nie przerwał jej szturchnięciem łokciem w żebra, mówiąc, Ewka, on leje.
Wskazywał na trzęsącego się ze strachu Bronka, którego nogawka wyraźnie ciemniała od fizjologicznej wilgoci.
- Broneeek, złaź !
- ale ja się boję krzesłów…
- złaź, i won do kibla !
- ale ja się boję… nie dokończył nawet, bo minister sportu pewnym chwytem judo sprowadził go do parteru.
- uważaj trochę, nie nabij mu siniaków, bo jak będzie wyglądał…
- się zgoni Ewciu, na PIS, jak zwykle, odparł były trener WF, zadowolony z udanego chwytu.
- ale ja się boję krzesłów, dobiegło z poziomu dywanu….
- Spier…. Do tego kibla ci mówię, bo zaraz oberwiesz tym krzesłem, pani premier znów podniosła głos.
- Nie strasz, nie strasz bo się zesra i będzie gorzej, skomentował minister sportu, po czym wykręcił prezydentowi rękę, założył odpowiednią dźwignię, podniósł go i poprowadził w kierunku toalety.
Wrócił jednak nader szybko – Bronek tym razem nie chciał zejść z pisuaru.
- co za burdel, mieliśmy ustalić plan na wybory, grzmiała pani premier. Bronek, złaź !
- ja się boję krzesłów, odpowiedział jej matowy głos.
- Złaź, obiecuję, że wprowadzimy obowiązek posiadania pozwolenia na krzesła, jak na normalną broń!
- A kto nie zda egzaminu, będzie musiał zdać do wojskowych magazynów też stoły, bo one też mają nogi, dodał szef MON.
- oraz sztućce i wykałaczki, dorzucił Wiesiołowski, próbując zza protezy wygrzebać resztkę szczawiu stępionym widelcem.
- i co my z tym całym meblowym chłamem zrobimy – warknęła mu Ewka.
- wyślemy na Ukrainę jako nasze wsparcie, rezolutnie rzucił szef MON.
- sprytne, zamyśliła się pani premier, w końcu krzeseł nie obejmuje układ o ograniczeniu zbrojeń w Europie… tak ! i wokół zagrożenia wojną i krzeseł dla Ukrainy oprzemy naszą kampanię !
Po czym kazała sobie polać, i wyraźnie zrelaksowana dołączyła do biesiadujących, którym nie przeszkadzały ani podsłuchy, ani prezydent znów grzebiący w nosie i nieobecny myślami..

———————————————————————————————————————————
Szefie i co my zrobimy teraz z tym nagraniem ?
- dupy nie urywa… Szef kuchni Wojciech Modest Koszmaro był wyraźnie zniesmaczony…
- następnym razem wybierzcie trzech, góra czterech którym podacie wódkę, a pozostałym lejcie spirytus. Gęby mają takie, że i tak nie rozróżnią, a jak część uśnie, to nagrania będą czytelniejsze.
Może wtedy się dowiemy co poprawić w naszej kuchni..

Napluj w mordę Polakowi

Dziennik Łódzki z dnia 19 marca 2015 roku opublikował wyniki ankiety dotyczące postawy Polaków w wypadku zaatakowania kraju przez obce państwo.
Przytoczę statystyki wybiórczo.
17 % badanych w wypadku ataku opuści Polskę.
32,5 % będzie zabezpieczać siebie i bliskich na terenie kraju, jednak poza miejscem zamieszkania
33,8% będzie robić to samo w miejscu zamieszkania.
Łącznie – 83,3 % Polaków ma nadzieję, że ktoś za nich powalczy.
Niecałe 30 % deklaruje udział w razie czego udział w formacjach paramilitarnych, pomocniczych lub sanitarnych. Czyli zwracając uwagę na 16,7% procenta za których nikt nie powalczy mamy prawie drugie tyle osób gotowych tym walczącym pomagać.
Smaczki:
86% osób deklarujących zgłoszenie się do formacji ochotniczych to osoby praktykujące religijnie.
32% ateistów deklaruje ucieczkę z kraju
58% ateistów deklaruje ucieczkę z miejsca zamieszkania.
łącznie – 90% ateistów to uciekinierzy.
Ostoją patriotyzmu okazują się mieszkańcy województw wschodnich, a szpicą uciekinierów mieszkańcy województw zachodnich.
W województwie łódzkim i świętokrzyskim największej ilości osób by się nawet dupy ruszyć nie chciało, ani do walki, ani do ucieczki.
Ankieterzy zauważyli zbieżność pomiędzy wiedzą historyczną a chęcią do podjęcia walki obronnej.
Takie są wyniki wieloletniego zwalczania nauki historii, zwalczani religii, zwalczania polskości.
Ludzie wolą zadbać o swój majątek – co w przypadku ateistów jest właściwie jasne, oni nie wiedzą w życie po śmierci, więc nie chcą ryzykować jedynego życia które mają. Lepsza choćby praca w rosyjskim gułagu czy burdelu.
Wiedza historyczna pozwala zrozumieć, że od pewnych rzeczy uciec nie można. Jeśli blisko 50 % Polaków deklaruje ucieczkę ( 17 % za granicę, 32,5 % w głąb kraju ), można domniemywać, że jeżeli agresja rosyjska sięgnie linii Odry, za rzeką znajdzie się około 17 mln tchórzliwych Polaków. O ile oczywiście zdążą spakować swój dobytek.
A Rosja zrobi to co zawsze, to co wiadomo z historii. Utworzy marionetkowy rząd, który ogłosi amnestię, a potem bardzo chętnie państwa zachodnie pozbędą się kłopotliwych emigrantów, którzy jak niepyszni będą deportowani do Noworosyjskiej Republiki Polskiej. W NRP będą na nich czekały sądy, bezpieka, milicja, obozy pracy, wycieczki na Kołymę, Sybir, i kulka w łeb w piwnicach UB.
I będzie kolejny Katyń, Bykownia , Piatichatki, Miednoje, Kuropaty, Starobielsk, Ostaszków, Kozielsk, nowa łączka powązkowska.
Może jedyną dobrą stroną będzie to, że na grobach tych którzy do takiego upodlenia i braku poszanowania własnego kraju ten naród doprowadzili, i na mogiłach ogłupiałego narodu zrodzi się nowe pokolenie. Które znów przegoni Ruskich.

Dr Ewa K

Pod drzwiami jej gabinetu jak co czwartek ustawiła się długa kolejka. Leniwie przeglądała kolorowe pismo, gdy rozległo się pukanie. Poprawiła okulary, by lepiej widzieć stojący na jej biurku duży zegar – do południa brakowało jeszcze 10 minut.
- imbecyle, kretyni, nic punktualności, pomyślała.
Z sadystyczną lubością nie reagowała, hipnotyzując się ruchem wskazówki zegara.
Zegar w końcu kurantem oznajmił południe. Ledwie przebrzmiał, gdy pukanie powtórzyło się.
- wejść ! ryknęła gromkim głosem.
Do gabinetu weszła schorowana staruszka. Podpierała się laską, a na twarzy pełnej zmarszczek i śladów nielekkiego życia malował się słaby uśmiech zadowolenia. W końcu doczekała wizyty u lekarza.
- czego chce ? pytanie lekarki było jak zwykle oschłe, choć tym razem rozbudowane przez wzgląd na wiek pacjentki.
Staruszka sięgnęła do torby wyjmować dokumenty, wiek jednak nie pozwalał na zbyt spieszne ruchy.
- szybciej, nie mam całego dnia, warknęła lekarka.
W końcu staruszka wydobyła trochę sfatygowaną kartkę w której lekarka rozpoznała skierowanie do lekarza specjalisty. Wzięła w rękę, szybko rzuciła okiem po czym wypaliła:
- a co mi tu daje, przecież to na nieaktualnym druku !
– no właśnie ortopeda też tak powiedział, ale to skierowanie było aktualne jak wyciągałam numerek, 5 lat temu, a teraz jak poszłam na wizytę, to kazano mi donieść aktualne…
- a nie widzieli pieczątki ? nie widzieli podpisu ? Lekarka wyraźnie się zdenerwowała. Oni chyba nie wiedzą kto ja jestem ! Ja im naślę komisję !
– ale… chciała coś dodać staruszka, jednak przerwał jej histeryczny wrzask lekarki
- mołczec sobaka !!
Zdziwiona staruszka mrugała oczami, gdy lekarka wybierała na komórce pośpiesznie numer telefonu.
- Bartek ? Tu Ewka. Co do cholery się wyprawia w twoim resorcie ? Dlaczego jakiś zafajdany ortopeda nie uznał mojego skierowania tylko dlatego, że było trochę stare ? Postawiłam na nim własnoręczny podpis !
Zmęczony głos w słuchawce sapnął, i odpowiedział
Ewka, znowu nie wzięłaś proszków ?
- jakich proszków ?
No tak, czyli nie wzięłaś…
- w co Ty Bartek ze mną grasz ? Tobie też odbiło ?
Ewa, jak nie bierzesz proszków, to pamięć Ci szwankuje. Pewnie znów się wkurzyłaś myśląc, że jesteś premierem, a to było 10 lat temu…
- jak to było ? jak to było ?! JA JESTEM PREMIEREM ! I będę ! ZAWSZE !! Zapamiętaj to sobie, albo gorzko pożałujesz !!! I w furii rzuciła słuchawką. Opadła na fotel, jej wzrok napotkał wzrok zdziwionej staruszki. Gwałtownie wcisnęła czerwony guzik będący pod blatem.
Do gabinetu natychmiast wpadło dwóch ochroniarzy w kurtkach BOR. Chwycili staruszkę pod ręce, i wywlekli z gabinetu.
– moje skierowanie… z oddali dobiegał jęk wleczonej.
Do gabinetu ostrożnie zajrzał kolejny pacjent.
– można ?
- NIE ! ryknęła i zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Musze chwilę odpocząć, pomyślała.
Wróciła do biurka, wzięła swą ulubioną gazetę do ręki. Gazeta była ulubiona bo od dawna w ramach starej ugody sądowej raz w miesiącu musiała powtarzać felieton z sesji fotograficznej ówczesnej pani premier, czyli obecnej pani doktor.
Po dawnych czasach została jej tylko dożywotnia ochrona BOR, wyrok skazujący ViVę, i mała fiolka białych pastylek z napisem Alzheimer.
- hmm, ciekawe na co te tabletki zamyśliła się ekspremier relaksując się …

Chłopaki nie płacą

Było ciepłe lato, roku 2020 lub 2021. Rok nie był znany dokładnie, bo Rado, Sławo i Miro nie liczyli czasu od dawna. Na ryby też chodzili od dawna, by w tajemnicy przed rodzinami wypić trochę ze starych zapasów zgromadzonych jeszcze podczas pracy jako parlamentarzyści. Tak naprawdę żaden z nich nie umiał łowić ryb, ale musieli znaleźć sobie jakiś pretekst do weekendowego spożywania alkoholu, odkąd czwarty ich kompan z którym regularnie haratali w gałę wyemigrował za pracą do Brukseli.
Moczyli wędki i wspominali stare dzieje sącząc stuletnie wino Château Rothschild.
- A pamiętacie, jak się mnie czepiali za te firanki w limuzynie ? Ale im wtedy nagadałem ! Nazmyślałem im, że to sami w domu na szydełku zrobiliśmy !
Ha, ha, Radosław i Sławomir wesoło reagowali na wspominki Mirosława.
I co uwierzyli ? przez śmiech spytał Sławomir.
- No jak mieli nie uwierzyć ! Pokazałem im igłę, białą nitkę, to musieli łyknąć ! Nawet nie zauważyli, że igła była od strzykawki po poprawiaczu humoru, ha, ha, śmiech Mira wtórował pozostałym.
E, to jeszcze nic, wtrącił Sławo. Jak mnie ścigali o zegarek, to im pół roku wciskałem, że to pożyczony.
- No, ale w końcu Cię dopadli, zauważył Radosław, urywając śmiech z historii Mira.
E tam dopadli, tym razem na całe gardło roześmiał się Sławo. Oni się czepiali jednego zegarka a ja nosiłem jeszcze cztery inne, duuużo droższe. No ale w końcu taki Silvio z Włoch, ten od którego zamawiałem to drogie Pendolino poradził bym się dał złapać z najtańszym, to się i dziennikarze uspokoją i ludzie odczepią…
Dobre, dobre, skwitował Rado. Ale to jeszcze nic. Pamiętacie jak się mnie czepiali dziennikarze, że na tzw. kilometrówkę, czyli zwrot kosztów za przejazdy służbowe prywatnym samochodem pobrałem 80 000 zł,deklarując przejechanie prawie 90 tys km, a mój Nissan miał na liczniku 30 000 przebiegu ?
- No właśnie, jak tyś się wtedy wykręcił ?
A wmówiłem im, że po przejechaniu 60 tys km, dalsze 30 tys przejechałem na wstecznym !
-i uwierzyli ?!?
Nie mieli wyboru. Jako Marszałek miałem wtedy dostęp do oświadczeń wszystkich posłów, ministrów a nawet prezydenta. Nie chcieli podpadać !

Śmiechom i wspominkom nie było końca. Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy trzej przyjaciele wzajemnie się podpierając umawiali się na kolejne wędkowanie za tydzień.

II tura wyborów – Alternatywy 2020.

PKW zmieszana nieskutecznością ręcznego liczenia głosów, awariami systemu komputerowego który miał wspomagać liczenie, utratą kontroli nad wynikiem postanowiła zacząć liczyć głosy już przed głosowaniem. Kandydaci jedynie słusznej partii mają jak dotąd poparcie 50 %. Po doliczeniu głosów oddanych w dniu wyborów zostaną podane ostateczne wyniki.

Nowa waluta

Był rok 2020. Miesiąc po kolejnych wyborach w których głosy liczono 2 tygodnie, zawiódł wszak system komputerowy który miał pozwalać na zdalne zarządzanie wynikami, a i bracia moskale odmówili manipulowania wynikami pomimo gorących próśb polskiej koalicji rządzącej.
Nastroje wśród obywateli były złe. Zniesmaczeni wyborami, euro po 9 zł, dolar po 7, średnia krajowa wg oficjalnych statystyk oscylowała w okolicy 5000 zł brutto, co jednak w tak zwanej twardej walucie stanowiło zaledwie 555 euro, a po potrąceniu wszelkich należnych podatków – dochodowego, płciowego, klimatycznego, bykowego i od luksusu posiadania pracy zostawała z tego połowa.
Młoda pani premier pochodziła ze znanego polskiego rodu. Jej ojciec od 6 lat był wysokim oficjelem w Unii Europejskiej. To dzięki układom tatusia została premierem – taki prezent na urodziny.
Prezent byłby fajny, gdyby nie to, że dawny koalicjant tatusia, człowiek o sparaliżowanej twarzy i chłopsko-strażackim pochodzeniu zaczął głośno przebąkiwać, jakoby już pora było wydać Katarzynę za mąż. Oczywiście nie wspominał o tym bez powodu, marzyło mu się małżeństwo koalicyjne, sam wszak miał syna, który nie nadawał się do niczego poza polityką, bo zawodu żadnego nie miał a i do roboty się nie garnął.
Pani premier była jednak zdania, że na małżeństwo z rozsądku przyjdzie pora, ile zaś w stanie panieńskim zdoła się wybawić – tyle jej.
- od czego by tu zacząć, rozważała głośno, gdyż ciche rozważanie uniemożliwiała wrzawa kolejnej demonstracji, wycie policyjnych syren i jęki postrzelonych demonstrantów.
Ponieważ dłuższą chwilę nic nie przychodziło jej do głowy, do czego była zresztą przyzwyczajona, postanowiła oddać się jednej ze swych pasji i poprzeglądać maile w poszukiwaniu ofert znanych producentów odzieży – była wszak od lat znaną blogerką i znawczynią mody. Beznamiętnie przerzucając wiadomości, oglądając nowe kreacje, w pewnej chwili poczuła na czubku głowy dziwne mrowienie. Chyba kiedyś już się jej to przytrafiło, nie pamiętała jednak dokładnie okoliczności i co z tego mrowienia wynikało. Głowa mrowiła coraz mocniej a w świadomości pojawił się pomysł.
Taak, przeciągnęła się z zachwytem uśmiechając się do pomysłu, który był powodem wspomnianego mrowienia.
- Ustanowię Polakom nową walutę !
Przecież polski nowy złoty jest bez sensu, myślała. Wcale nie jest złoty, a z wartością złota już od dawna nie ma nic wspólnego. Zresztą w rodzinie wszyscy byli zwolennikami, że nie powinno się wiązać państwowej waluty ze złotem. Może było to skutkiem dziwnej operacji sprzed kilku lat wskutek której reszta państwowego złota trafiła na ich rodzinne konta, a może zwykły przesąd.
- Tylko jak nazwę tę nową walutę, jakoś dobrze trzeba, tak by się od razu kojarzyło. Czego Polakom brakuje najbardziej… Pracy ? nie, pracówka źle brzmi. Płacy ? e, płacówka też jest to niczego. Właściwie to Polakom brakuje wszystkiego. Polacy są biedni, brzydcy i się źle odżywiają. Są chorzy i grubi. Właśnie ! polakom brakuje diety !
Niech nowa waluta nazywa się Głodówka !

Polskie wybory A.D. 2014.

Polskie wybory A.D. 2014.
Notka.
Napisałem wiele felietonów, reportaży, artykułów, notek, stworzyłem ponad tysiąc małych form literackich. Często inspiracją była rzeczywistość, dostatecznie humorystyczna, by wrodzoną ironią tylko ją przyprawiać. Kabaret i satyra zawsze żywiły się potknięciami osób publicznych, polityków, czasem również pożywką byłą sytuacja gospodarcza. Szyderstwo bywało prześladowane i musiało uciekać się do wyszukanych form i metafor by jednocześnie unikać kary, jak i trafiać do odbiorcy. Nadszedł rok 2014. Nawet błyskotliwy Jan Pietrzak z czasów Kabarety pod Egidą nie byłby w stanie przewidzieć czego doczekamy. Na satyrę już po prostu nie ma miejsca. Nie dlatego, że rzeczywistość przestała być pożywką. Nawet nie dlatego, że udało się osiągnąć w końcu taki stan głupoty Polaków, że nie rozumieją metafor. Po prostu – tu, w Polsce już przestało być śmiesznie.

Polska. XXI wiek. Kraina najlepszych na świecie informatyków. Specjalistów poszukiwanych przez największe światowe firmy. Absolwentów mających ogromne możliwości i doskonałe perspektywy zatrudnienia tam, gdzie zechcą o ile będą dostatecznie dobrzy, by wciąż w zagadnieniach informatycznych bić na głowę resztę Europy.
W takim to kraju po 7 latach rządów koalicji PO-PSL odbywają się kolejne wybory. Kolejne z rzędu w których sondaże CBOŚ przewidują wyniki totalnie odbiegające od faktów. Kolejne z rzędu z niedomówieniami, olewaniem procedur i kpiną w żywe oczy. Choć tym razem – skala tych kpin jest ogromna.
Wyborczy sondaż przeprowadza firma IPSOS. Wybory wg sondażu wygrał PIS – około 31,5 % głosów, konkurencyjna PO – 27,3%. Znienacka błyszczy PSL z wynikiem 17 %. Czas mija, wszystkie stacje telewizyjne posługują się tylko sondażem, bo system Państwowej Komisji Wyborczej leży. Było wiadomo, że będzie leżał od ponad dwóch tygodni. PKW jak i firma która ten system stworzyła utrzymywała dobrą minę. Wiadomo było, że mogą dziać się cuda, odkąd członkowie PKW uczestniczyli w szkoleniu w Moskwie. Nikt nie umie odpowiedzieć na pytanie czego pożytecznego mogliby się nauczyć w stolicy zakłamania, od specjalistów dzięki którym zarówno przy władzy utrzymuje się Putin, jak i dzięki którym na Krymie za przyłączeniem do Rosji w niektórych obwodach zagłosowało ponad 100 % mieszkańców. Nikt nie umie wyjaśnić, dlaczego w poprzednich wyborach system elektroniczny był na rosyjskich serwerach. Co to w Polsce nie ma centrów danych, nie ma dostatecznej ilości serwerów czy firm które byłyby w stanie zaoferować dostateczną moc obliczeniową ? Dziwne – wszak utrzymujemy tysiące serwisów ogromnych zagranicznych korporacji.
Nikt nie chce wyjaśnić jakim cudem w tym rzekomo praworządnym kraju giną karty do głosowania, jakim prawem ludzie otrzymują karty z nazwiskami kandydatów z innego obwodu, dlaczego zdarza się, że karty zbiera się do worków na śmieci i zwykłych kartonowych pudeł służących za urny. Dlaczego dwie doby po wyborach wciąż nie wiszą na drzwiach szkół gdzie były komisje wyborcze protokoły z wynikami lokalnych głosowań. Ale są i poważniejsze wątpliwości.
W wieczór wyborczy sondaż IPSOS wskazuje na wygranych prezydentów miast m.in. Łodzi. Hanna Zdanowska uzyskuje wg sondażu wynik 54,1 %. Co ciekawe kolejnego dnia o świcie PKW informuje, że z województwa Łódzkiego otrzymali 2,6 % protokołów. Ale wynik Hanny Zdanowskiej pozostaje prawie bez zmian – z tej otrzymanej cząstki wyników PKW wylicza poparcie 54,14%. Nadchodzi wieczór. Dobra od zakończenia wyborów. W Łodzi policzono 93 % protokołów. Wynik pani prezydent – znów 54,1 %. Zaskakujące – sondaż trafił wynik idealnie. Nie pomylił się o procent, ani o pięć, nie pomylił się nawet o jedną dziesiątą.
W województwie zamieszkałym przez 2,5 mln osób, wybory wygrywa PSL. Mimo, że 1,2 mln ludzi to mieszczuchy mieszkające w 10 największych miastach Łódzkiego. I mimo tego, że w Łódzkim panuje duże zdenerwowanie na polityków PSL-u ze względu na zaniedbania, na rosyjskie embargo które dotyka sady Łowicza, które dało w kość lokalnym producentom wieprzowiny tak samo jak ich kolegom z Podkarpacia.
Na forach internetowych wrą dyskusje o powodach indolencji PKW. Mija druga doba od wyborów. Masa osób dziwi się jakim cudem PSL zyskał takie poparcie – nie sposób znaleźć kogoś kto by powiedział „ja na nich głosowałem”. PKW liczy głosy ręcznie.
Kraków jako pierwszy powiedział dość. Miasto z honorem. Zarządzone powtórne, ręczne przeliczenie głosów. Ktoś poszedł po rozum do głowy, że to źle wygląda. Propaganda w telewizji, jakoby wszystko było w porządku, system zliczający który prawie działa, a zakres w jakim nie działa nie wpływa na wynik głosowania. I ma rację to miasto królów, nie wykazując zaufania do popsutego systemu.
Tymczasem ogłaszane są kolejne wyniki. Na Pomorzu w powiatach malborskim i nowodworskim nieważnych jest ponad 23% głosów.
Tak, wmawia się nam, że my i nasi rówieśnicy z innego powiatu jesteśmy już takimi idiotami, że pomimo różnokolorowych kart wyborczych nie umiemy postawić 1 krzyżyka ma 1 karcie do głosowania. Może i mamy z roku na rok niższy poziom edukacji. Może i śmieszne jest prognozowanie, że za kilka lat na maturze trzeba będzie pokolorować obrazek drwala by zaliczyć.
Ale zaraz. Przecież krzyżyk we właściwym miejscu umiał postawić niepiśmienny Indianin w czasach kolonizatorów. Umiał postawić Afrykańczyk jeszcze zanim go zniewolono i wywieziono do pracy na plantacji w Ameryce. W końcu wykazano nawet, że proste figury geometryczne bez problemu rozróżnia szympans. Szympans również umie prawidłowo narysować krzyżyk.
Wmawianie, że tu czy tam prawie co 4 Polak umie mniej niż szympans, wykazywanie, że coś co nie działa jednak działa, brak umiejętności jakiegokolwiek prognozowania by choć spróbować wyjść z twarzą, to jest Polska 2014.
Szanowni rządzący. Ja rozumiem, że nie chcecie oddać władzy, bo boicie się rozliczeń, boicie się o pracę wujków, stryjków i kolegów których tu czy tam zatrudniliście. W końcu boicie się o pracę swoich dzieci, które często mają etat tylko dzięki Wam. Ja zniosę ten nepotyzm pod warunkiem, że na odpowiedzialne stanowiska będziecie wybierać spośród siebie tych, którzy skończyli dobrą szkołę. Niech oni swoimi umiejętnościami zarobią na ten dalszy milion czy dwa miliony kuzynów i pociotków którymi lepiej obsadzić takie stanowiska by nic nie mogli spartaczyć. Możecie im nawet przyznać rentę w wysokości średniej krajowej. Nawet to będzie lepiej wyglądało od bałaganu który mamy w Polsce obecnie.
Bo to już po prostu nawet nie jest śmieszne.

Polityczna niepamięć

Zdradosław zdał sobie sprawę, że od dłuższego czasu ma otwarte oczy, gapiące się w sufit.
Powoli wracała mu świadomość gdzie jest. Wiedział już co nastąpi później. Rytualne szukanie dokumentów i uczenie się od nowa nazwiska. Było strasznie trudne, przełożeni z GRU specjalnie wybrali mu takie bardzo polskie. Bocianowski, Czajkowski… żopa, kak eto szło… Mętny wzrok natrafił na małe zwinne ptaszki skrzętnie dziobiące słoninkę powieszoną za oknem. Aaaa już chyba pamiętam..
Z trudem wstał. Dworek w którym mieszkał nie był mały, jednak Zdradosław uważał go zawsze za mało reprezentacyjny. Niestety przełożeni nie wyrazili zgody na wyłożenie podłóg złotymi rublówkami, odmówili też dostaw bursztynu do wyłożenia ścian, twierdząc, że posłowi tak nie wypada.
- Ale przecież nie jestem zwykłym posłem tylko… tu się znów zamyślił. Niewiele pamiętał z poprzedniego dnia. A może dni. Często mu się to zdarzało, gdy otrzymywał nagrody za wierną służbę. Ostatnia paczka z nagrodą była całkiem okazała. Kilkanaście dobrych koniaków armeńskich, kwas chlebowy i oczywiście spirytus. No ale w końcu zasłużył – ustawa węglowa była majstersztykiem. Dzięki dodaniu do niej wymogu dotyczącego ilości powstającego po spaleniu pyłu nie tylko nie zablokowała rosyjskiego węgla ale wręcz go promuje – zaś polski wysokokaloryczny węgiel nie spełnia nowych norm.
He he, uśmiechnął się pod nosem. Jeszcze mała nowelizacja i polaczki będą kupowały czarny piach wydobywany z dna Wołgi…
Udało mu się w końcu wstać. Dla utrzymania równowagi podparł się laską.
- Skąd ja mam laskę… niepokojąca myśl drażniła wciąż pijane neurony.
Droga do toalety dawno nie była taka długa. Gdy już usiadł, zwyczajowo sięgnął po dyżurną gazetę naszykowaną przez lokaja. Zmęczone oczy rozszerzyły się pełne niepokoju. Tytuł na pierwszej stronie głosił : Marszałek ujawnia propozycję rozbioru Ukrainy!.
- Co oni piszą, przecież Skopańska nie była wtedy w delegacji z premierem…
Myśli przyspieszały szukając możliwych scenariuszy, gdy wzrok spoczął na opartej w rogu toalety lasce. Dreszcz przeszedł po grzbiecie Zdradosława.
- no tak przecież ona teraz jest premierem a marszałkiem jestem ja…
Tego umęczonemu umysłowi było nadto. Zemdlał. Ciało osunęło się z siedziska toalety.
……………………
Gdy się ocknął, postanowił zgonić swe gadulstwo na niepamięć. Polaczki piją, to i to łykną, pomyślał znów uśmiechając się.

Polscy Siatkarze Mistrzami Świata

Tak rzadko nasi sportowcy odnoszą sukces tej rangi, że postanowiłem uczcić to wpisem na blogu.
Oglądanie drogi do sukcesu było przyjemnością, choć i nie raz było wyzwaniem.
Mam nadzieję, że to jednak nie będzie tak co 40 lat. I że wszyscy których znam, że kibicowali dziś albo choć trzymali kciuki, albo byli myślami za naszą drużyną, dożyją powtórki.

Chucharka

W związku z postępująca polityką Unii Europejskiej mającą na celu doprowadzenie do eliminacji emisji dwutlenku węgla, dwutlenku siarki i innych szkodliwych substancji co będzie skutkować doprowadzeniem do masowego bezrobocia, bzdurnymi wytycznymi i karykaturyzacją społeczeństwa, niniejszy pomysł trafia do działu pomysłów pożytecznych, jako drobiazg mający przeciwdziałać rzeszy głupoty upragnionej przez UE.

Urzędnicy pracują nad ograniczeniem mocy urządzeń elektrycznych – już wiadomo, że nie będzie można kupić odkurzacza o mocy powyżej 1600W, co ma skłonić producentów do robienia urządzeń bardziej wydajnych. Może przejmie się ZELMER, ale globalni producenci po prostu lada chwila przestaną produkować sprzęt AGD dla 300 mln hipokrytów którzy chcą niesamowitych praw konsumenta, niskich cen, 5 letnich gwarancji i zakazu pierdnięcia by było mniej CO2.

UE zapowiedziała prace nad suszarkami do włosów – również ich moc ma być poważnie ograniczona.

Ogłaszam zatem powołanie do życia CHUCHARKI, urządzenia będącego w przeszłości suszarką, ale z powodu ograniczenia mocy wydającej z siebie ledwie chuch.

Jeśli komuś się ta nazwa przyda, może rozpocząć produkcję, mam nadzieję otrzymać egzemplarz chucharki jako uznanie dla pomysłodawcy nazwy.
Nadmienię, że UE nie pracuje nad przepisem regulującym moc chucharek, więc być może będzie tak jak z mieszalnikami do paszy i betoniarkami. ( Różni je stawka VAT, wygląd i możliwości są te same ).