Partyjne spotkanie

Klubowe spotkanie było tym razem tajne. Tak tajne, że wiedziało o nim zaledwie kilka osób w państwie i obsługujące je kelnerzy. Wybrani ministrowie rządu, pani premier i prezydent, mieli naradzić się jak wygrać wybory.
Półokrągły stół nakryto białym obrusem, na których w pośpiechu kelnerzy ustawiali jeszcze kieliszki, gdy zaczęli schodzić się pierwsi uczestnicy. Niektórzy ospale, inni z uśmiechem, sala powoli wypełniała się gwarem toastów. Co prawda wódka miała być podana po naradzie, lecz minister sprawiedliwości zarządził, że sprawiedliwie będzie podać ją od samego początku.
W końcu nadeszła Ona. Charakterystyczny stukot butów, w rytmie na trzy, jako że obcas jednego buta stawiała przed postawieniem palców, a drugiego równocześnie z palcami powodował rozpoznawalny z daleka dźwięk – ra-ta-ta, ra-ta-ta. Stanęła w drzwiach i potoczyła groźnie jednym okiem po nieźle rozbawionej gromadzie. W tej samej chwili gdy udało jej się opanować uciekające w zezie drugie oko i skupić je na stojącej na stole wódce, minister zdrowia Bartek Łykowicz zaintonował znaną w kuluarach partyjnych piosenkę – Nie płacz Ewka. Szefowa rządu nie lubiła jej wcale, całkiem słusznie uważając, ją za przytyk do rozbieganego wzroku i mimowolnie cisnących się łez ilekroć ktoś wspomniał o pensji jej poprzednika zasiadającego obecnie w strukturach UE.
- Zamknij się Bartek, ryknęła, wszyscy się zamknijcie !
Sorry Ewka, ale zamknąć to trzeba mieć za co, zarechotał Cezary – zwany też ministrem niesprawiedliwości.
- już ty wiesz za co, groźnie warknęła premierowa, dodając za chwilę – gdzie Bronek ?
Faktycznie prezydenta nie było. Nie stało się nic nadzwyczajnego, ot jak co dzień siedział przed telewizorem i dłubiąc w nosie, zapomniał o czasie i przestrzeni. Płynął przez niebyt myśli, a w równolegle płynął czas, gdy już dawno miał być gdzie indziej.
- ja to załatwię, zaoferował się marszałek Radosław. Po czym wyciągnął telefon i bez skrępowania zamówił pizzę.
- Zwariowałeś ?! wrzasnęła Ewka. Przecież my tu mamy catering, a do tego to spotkanie jest tajne !
- Spoko, to tylko przykrywka, BOR pojedzie po pizzę i przy okazji przywiozą Bronka. Będzie świetna przykrywka dla PISowców jak zechcą rozliczać kilometry.
Nie upłynęło wiele czasu, gdy faktycznie prezydenta wniesiono na salę. Siedział dalej na swym krześle dłubiąc w nosie i nie reagując na bodźce. Nie było to nic nowego, każdy z obecnych wiedział, że prezydent jest starej daty, i gdy skończy jedną czynność jego rozum będzie w stanie zająć się następną. Trochę ta jednowątkowość przeszkadzała, jednak specjaliści pokonywali pojawiające się problemy, jak choćby dukanie przemówień. Prezydent za bardzo skupiał się na trzymaniu kartki, by mówić całymi zdaniami. Gdy kartki przylepiano do mównicy, prezydent mówił o wiele płynniej.
- Mam wniosek formalny – krzyknął znienacka minister obrony narodowej Tomasz SI-Moniak.
- k… ! co znowu, ryknęła Ewka. Przecież ty nie odróżniasz lampki od mikrofonu, więc jak możesz odróżniać wniosek formalny od toastu ?
- Nno to wznoszę toast formalny, bełkotał pod nosem podchmielony minister – by w związku z ostatnimi wydarzeniami wezwać obywateli do rejestracji posiadanej broni…
- Jak rejestracji ! Rozpaczliwie zawyła Ewka. Przecież w tym zasranym kraju nikt poza naszymi specjalnymi agentami nie ma broni bez pozwolenia !
- i tu się myliszszsz… wyrzęził minister, wziął głębszy oddech i wypalił – a co z krzesłami ? Przecież na ostatnim wiecu Bronka zaatakowano go zaostrzonym krzesłem…
Nim pani premier zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, Bronek przerwał dłubanie w nosie, dostał wielkich oczu, przeraźliwie sapnął kilka razy i w końcu krzyknął – ja się boję krzesłów !
Po czym całkiem bez sensu wstał i wszedł na krzesło na którym do tej pory siedział.
- przestraszyłeś prezydenta swoją mową nienawiści, syknął zjadliwie znad talerza ze szczawiem wieloletni członek partii Wiesiołowski.
- spieprzaj dziadu i żryj trawu odpalił mu szef MON.
- Zamknąć się, obaj, ryczała Ewka, ale nikt nie miał zamiaru się podporządkować. Bo zadzwonię po ABW, albo po bratnie wojsko, groziła pani premier, bo was wyślę na Kołymę !
I pewnie wydzierałaby się tak jeszcze długo, gdyby minister sportu, który pił najmniej nie przerwał jej szturchnięciem łokciem w żebra, mówiąc, Ewka, on leje.
Wskazywał na trzęsącego się ze strachu Bronka, którego nogawka wyraźnie ciemniała od fizjologicznej wilgoci.
- Broneeek, złaź !
- ale ja się boję krzesłów…
- złaź, i won do kibla !
- ale ja się boję… nie dokończył nawet, bo minister sportu pewnym chwytem judo sprowadził go do parteru.
- uważaj trochę, nie nabij mu siniaków, bo jak będzie wyglądał…
- się zgoni Ewciu, na PIS, jak zwykle, odparł były trener WF, zadowolony z udanego chwytu.
- ale ja się boję krzesłów, dobiegło z poziomu dywanu….
- Spier…. Do tego kibla ci mówię, bo zaraz oberwiesz tym krzesłem, pani premier znów podniosła głos.
- Nie strasz, nie strasz bo się zesra i będzie gorzej, skomentował minister sportu, po czym wykręcił prezydentowi rękę, założył odpowiednią dźwignię, podniósł go i poprowadził w kierunku toalety.
Wrócił jednak nader szybko – Bronek tym razem nie chciał zejść z pisuaru.
- co za burdel, mieliśmy ustalić plan na wybory, grzmiała pani premier. Bronek, złaź !
- ja się boję krzesłów, odpowiedział jej matowy głos.
- Złaź, obiecuję, że wprowadzimy obowiązek posiadania pozwolenia na krzesła, jak na normalną broń!
- A kto nie zda egzaminu, będzie musiał zdać do wojskowych magazynów też stoły, bo one też mają nogi, dodał szef MON.
- oraz sztućce i wykałaczki, dorzucił Wiesiołowski, próbując zza protezy wygrzebać resztkę szczawiu stępionym widelcem.
- i co my z tym całym meblowym chłamem zrobimy – warknęła mu Ewka.
- wyślemy na Ukrainę jako nasze wsparcie, rezolutnie rzucił szef MON.
- sprytne, zamyśliła się pani premier, w końcu krzeseł nie obejmuje układ o ograniczeniu zbrojeń w Europie… tak ! i wokół zagrożenia wojną i krzeseł dla Ukrainy oprzemy naszą kampanię !
Po czym kazała sobie polać, i wyraźnie zrelaksowana dołączyła do biesiadujących, którym nie przeszkadzały ani podsłuchy, ani prezydent znów grzebiący w nosie i nieobecny myślami..

———————————————————————————————————————————
Szefie i co my zrobimy teraz z tym nagraniem ?
- dupy nie urywa… Szef kuchni Wojciech Modest Koszmaro był wyraźnie zniesmaczony…
- następnym razem wybierzcie trzech, góra czterech którym podacie wódkę, a pozostałym lejcie spirytus. Gęby mają takie, że i tak nie rozróżnią, a jak część uśnie, to nagrania będą czytelniejsze.
Może wtedy się dowiemy co poprawić w naszej kuchni..

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>