Dr Ewa K

Pod drzwiami jej gabinetu jak co czwartek ustawiła się długa kolejka. Leniwie przeglądała kolorowe pismo, gdy rozległo się pukanie. Poprawiła okulary, by lepiej widzieć stojący na jej biurku duży zegar – do południa brakowało jeszcze 10 minut.
- imbecyle, kretyni, nic punktualności, pomyślała.
Z sadystyczną lubością nie reagowała, hipnotyzując się ruchem wskazówki zegara.
Zegar w końcu kurantem oznajmił południe. Ledwie przebrzmiał, gdy pukanie powtórzyło się.
- wejść ! ryknęła gromkim głosem.
Do gabinetu weszła schorowana staruszka. Podpierała się laską, a na twarzy pełnej zmarszczek i śladów nielekkiego życia malował się słaby uśmiech zadowolenia. W końcu doczekała wizyty u lekarza.
- czego chce ? pytanie lekarki było jak zwykle oschłe, choć tym razem rozbudowane przez wzgląd na wiek pacjentki.
Staruszka sięgnęła do torby wyjmować dokumenty, wiek jednak nie pozwalał na zbyt spieszne ruchy.
- szybciej, nie mam całego dnia, warknęła lekarka.
W końcu staruszka wydobyła trochę sfatygowaną kartkę w której lekarka rozpoznała skierowanie do lekarza specjalisty. Wzięła w rękę, szybko rzuciła okiem po czym wypaliła:
- a co mi tu daje, przecież to na nieaktualnym druku !
– no właśnie ortopeda też tak powiedział, ale to skierowanie było aktualne jak wyciągałam numerek, 5 lat temu, a teraz jak poszłam na wizytę, to kazano mi donieść aktualne…
- a nie widzieli pieczątki ? nie widzieli podpisu ? Lekarka wyraźnie się zdenerwowała. Oni chyba nie wiedzą kto ja jestem ! Ja im naślę komisję !
– ale… chciała coś dodać staruszka, jednak przerwał jej histeryczny wrzask lekarki
- mołczec sobaka !!
Zdziwiona staruszka mrugała oczami, gdy lekarka wybierała na komórce pośpiesznie numer telefonu.
- Bartek ? Tu Ewka. Co do cholery się wyprawia w twoim resorcie ? Dlaczego jakiś zafajdany ortopeda nie uznał mojego skierowania tylko dlatego, że było trochę stare ? Postawiłam na nim własnoręczny podpis !
Zmęczony głos w słuchawce sapnął, i odpowiedział
Ewka, znowu nie wzięłaś proszków ?
- jakich proszków ?
No tak, czyli nie wzięłaś…
- w co Ty Bartek ze mną grasz ? Tobie też odbiło ?
Ewa, jak nie bierzesz proszków, to pamięć Ci szwankuje. Pewnie znów się wkurzyłaś myśląc, że jesteś premierem, a to było 10 lat temu…
- jak to było ? jak to było ?! JA JESTEM PREMIEREM ! I będę ! ZAWSZE !! Zapamiętaj to sobie, albo gorzko pożałujesz !!! I w furii rzuciła słuchawką. Opadła na fotel, jej wzrok napotkał wzrok zdziwionej staruszki. Gwałtownie wcisnęła czerwony guzik będący pod blatem.
Do gabinetu natychmiast wpadło dwóch ochroniarzy w kurtkach BOR. Chwycili staruszkę pod ręce, i wywlekli z gabinetu.
– moje skierowanie… z oddali dobiegał jęk wleczonej.
Do gabinetu ostrożnie zajrzał kolejny pacjent.
– można ?
- NIE ! ryknęła i zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Musze chwilę odpocząć, pomyślała.
Wróciła do biurka, wzięła swą ulubioną gazetę do ręki. Gazeta była ulubiona bo od dawna w ramach starej ugody sądowej raz w miesiącu musiała powtarzać felieton z sesji fotograficznej ówczesnej pani premier, czyli obecnej pani doktor.
Po dawnych czasach została jej tylko dożywotnia ochrona BOR, wyrok skazujący ViVę, i mała fiolka białych pastylek z napisem Alzheimer.
- hmm, ciekawe na co te tabletki zamyśliła się ekspremier relaksując się …

1 komentarz do Dr Ewa K

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>