Z przemyśleń ateisty na Wielkanoc

Czwartek
Już niedługo święta. Będę mógł w spokoju poleżeć i pooglądać telewizję.

Piątek
Wszędzie te cholerne kolejki. Ile ci ludzie jedzą w te święta. Głupie 3 wina i 15 piw plus makowiec w koszyczku a tyle stania do kasy…

Piątek wieczorem.
Sąsiadka mówi, że makowiec to na inne święta. Stoję w kolejce za babką. Przy okazji dokupię z 5 piw.

Sobota rano.
Czemu kot sąsiada tak głośno tupie…

Sobota – południe.
Sąsiad też nie wie czemu jego kot zaczął tupać. Obaj nie możemy sobie przypomnieć jaki był wynik oglądanego wczoraj meczu. Brakuje nam też 10 piw.

Sobota – popołudnie.
Stoję w kolejce po piwo. Wezmę też wino, bo podobno jutro mają być zamknięte sklepy.

Sobota – późne popołudnie.
Kurcze zapomniałem poświęcić koszyczek. Jeszcze dam radę. Pęto zwyczajnej, kilka jajek, biegnę do kościoła.

Sobota – ciut po późnym popołudniu.
Uff zdążyłem. Koszyczek poświęcony. Przez ten pośpiech zbiłem piwo. Proboszcz dziwnie patrzył, że w tym samym koszyczku mam zakupy z monopolowego i jajka.

Sobota wieczór.
Kot sąsiada chodzi już bezgłośnie a w TV rozpoczyna się meczyk :) Sąsiad zaraz przyjdzie ze święconką.

Niedziela – przed świtem.
Sąsiad właśnie poszedł. Co za gość, 3 razy mylił drzwi wejściowe z łazienką. Mam nadzieję, że jutro ktoś posprząta klatkę schodową…

Niedziela – około godziny 9.
To chyba ewakuacja. Nie mam siły myśleć idę z tłumem.

Niedziela – około godziny 11.
To nie była ewakuacja. Trafiliśmy z sąsiadem do kościoła. Gość z pierwszej klatki ma nową furkę, oglądaliśmy silnik, 200 koni, bajer. Ochrzciliśmy go piwkiem na pobliskiej stacji benzynowej.
W kościele tłok. Lafirynda z osiedlowej apteki ma nowy kapelusz. Całkowicie zasłaniała mi szopkę !

Niedziela – południe.
Wpadł sąsiad. Jego żona zrobiła awanturę o nic. Dokładnie, że nic nie robi. Jak można robić nic ? Albo nie robić nic ? Nic to nic. Dla uspokojenia otworzyliśmy wino.

Niedziela popołudnie.
Na kilku kanałach TV idzie msza. Pewnie umarł ktoś ważny. Bo chyba nie odwrotnie hehe.

Niedziela wieczór.
W TV retransmisja mszy.  Na szczęście na satelicie idzie mecz. Wpadł sąsiad. Żona go maltretuje o pójście na wieczorną mszę. Przecież był rano. Jawna dyskryminacja.

Niedziela noc.
Z sąsiadem oglądaliśmy telewizję. W TVN audycja o związkach partnerskich. Pomyśleliśmy z sąsiadem, że coś może z tego być.

Poniedziałek rano.
Lany poniedziałek. Hehe, jestem przygotowany. Mam jeszcze 2 wina i 5 piw. Sąsiad wpadnie lada chwila omówić szczegóły naszego ślubu.

Poniedziałek południe.
Chcieliśmy by ksiądz udzielił nam ślubu, ale ten gbur użył do kropidła wody z cytryną. Oczy szczypią. Może nie powinniśmy przerywać mu naszą prośbą o ślub mszy.

Poniedziałek wieczór.
Poolskaaaa biało – czerwoniii – retransmisja meczu z San Marino. Nie miałem co pić, ale sąsiad wpadł z wekami. Zalał wiśnie samą wodą, cukier który dała mu żona przepędził na bimber. Wiśnie są w sam raz. Ze 30 procent.

Wtorek rano.
Znów do roboty. Chyba zostanę ateistą, te święta są zbyt męczące !

1 komentarz do Z przemyśleń ateisty na Wielkanoc

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>