Małpy

Śnieżny poranek, zwyczajna ulica miasta w którym mieszkam. Szurając zmęczonymi życiem nogami szła ulica starowinka. Śnieg sypał, tak zwyczajnie. Szła do sklepu, za resztki swej lichej emerytury kupić troszkę jedzenia. To kilka bram zaledwie, a to taka wyprawa. Pokornie zgięty grzbiet, zmęczone, choć uważne oczy. Krok za krokiem, po chodniku szła. Szarpnęło serce skołatane życiem.  Upadła. [...]