Ja.

Rozwijam się. Idę krętą, ciekawą ścieżką. Jest wiele wygodniejszych, ale ta właśnie jest moja. Czasem na horyzoncie widać czyjeś plecy, czasem ktoś dogania mnie. Idziemy jakiś czas bark w bark, każde niesie swój plecak z potrzebnymi rzeczami.
Kiedyś miałem w tym plecaku więcej rzeczy, więcej cech. Ubywa w plecaku, to się zużyło, tamto gdzieś pozostawiłem.
Wszystko w życiu człowieka dzieje się po coś i nawet można przyjąć, że jest dla niego dobre. Tylko nie od razu widać ten dobry aspekt, cierpliwości potrzeba.
Nawet nie wiedziałem po co mi ta cierpliwość. Była to była, nie było – też było w porządku. Niosłem ją w tym plecaku, nie umiejąc używać.
Już wiem jak działa. W plecaku zrobiłem przegląd. Posprzątałem. Nie niosę niepotrzebnych mi rzeczy, To co może się innym przydać rozdaję. Trochę trudniej mam z drobiazgami które mają znaczenie. W tych przedmiotach jest cząstka mnie i mojej historii. Czasem dając opowiadam, całość, albo tylko część, tę dobrą część oczywiście. Czasem milczę i wewnątrz tamuję krwawienie.
Znikam.
Rozdając siebie znikam, zmniejszam się, odsłaniam. Warto.
Nawet na początku myślałem, że to tylko droga do wolności od rzeczy, droga do niezależności. W tych detalach które mają znaczenie – powierzam siebie. Jest jakaś magia w tym, że można dać cząstkę siebie na przechowanie, a i ufność wielka, że ta cząstka zostanie przyjęta rzetelnie i potraktowana godnie. Nawet miś Michałka, którym się opiekowałem w domu dziecka jest już w lepszych niż moje rękach. Z całą ufnością, miłością, i blaskiem szeroko otwartych brązowych oczu dziecka, które mi go darowało. Te oczy macie takie podobne…
Fajne to dawanie.
Przedmiotów mam już niewiele, choć czasem nowe wytwarzam. W nich też są cząstki mnie, cząstki energii. W końcu wszyscy jesteśmy tylko skupiskami energii. Każde działanie może absolut energii wzbogacać naszą dobrą energią, lub złą. Nie ma żadnej zachowawczości, neutralności. W obojętności leży pozwolenie na propagowanie złego. Neutralność było trudno z plecaka wyrzucić. Lecz i na to znalazłem drogę.
Są ludzie uważający proces zmian za ciągły. Myślę, że tak nie jest. Osiągnięcie czystości umysłu, zrozumienie, że wszystko jest w głowie daje siłę większą nawet od ograniczeń biologii własnego organizmu. Wszystko mogę, nic nie muszę. Mogę nawet wyłączyć swoje ciało, i gdy przyjdzie czas, że się na to zdecyduję, organizm posłusznie posłucha. Może i cząstkę moich prochów ktoś weźmie w siebie bym dalej wędrował.
Mam jednak jeszcze coś do zrobienia.
Jest trochę wiedzy, nauki, które mam do oddania. Mój dawny mistrz z okresu walk powiedział, że gdy już się to uda, można osiągnąć spokój. Człowiek niczego nie posiada, wszystko ma jedynie na przechowanie, zarówno rzeczy jak i wiedzę. Gdy już przyjdzie stan spokoju, złączę się z absolutem energii natury, niczego nie potrzebując. Nie będzie dalszych przemian.
Zniknę, ale jednocześnie będę wszędzie. Taka jest moja ścieżka.

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>