Posypałem się dziś.

Niestety.
Drgała struna od rana, choć i snu niewiele było. Wczoraj odbierałem z Okęcia koleżankę. Samolot spóźniony i kupa godzin zeszła, wróciłem do domu o czwartej.
Może to snu mało, może to cmentarny gwar pośród samotnych pustych grobów.
Może to trochę duchy z dawnych lat. Marcin z liceum, chodziliśmy w trójkę na siłownię, miał talent, taki był wesoły, dziś świeczkę mu palimy na rogu Kilińskiego i Narutowicza. A potem była Jugosławia. I gdy tam myślami wracam, to tak ściska, że nawet strach pisać słowo. A potem Kraków i pierwszy styk z nowotworem co zabiera kogoś bliskiego, szlachetnego, lubianego. A potem to wszystko spowszedniało. Kolega z jednostki, znowu ktoś z liceum, choć to już tylko słuchy były bo byliśmy starsi. A potem ta cholerna fundacja, w której kilka razy byłem tym, co za rękę trzymał ostatni. Zapłaciłem za dobrych czynów kilka, za radości uzdrowionych chwile. Szkoda, że tylko dwa razy się udało pomóc.

I czasem tak drgnie coś, i ułożona, zaschnięta otworzy się rana.
Łez poleciało kilka. No więcej może.
Potrzebowałem o tym choć napisać.

Już mi lepiej trochę.

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>