Wiara i podatki

Co jakiś czas dobiegają mnie głosy oburzenia dotyczące konkordatu, wtrącania się kościoła w sprawy państwa, zachłanności księży. A naprawdę niewiele wysiłku wymaga objęcie faktów, by móc w pełni ocenić jaki mamy stan rzeczy.
Każdy zarejestrowany parafianin jest obciążeniem podatkowym dla kościoła katolickiego.
Kościół prowadzi księgi chrztów i urodzeń, niezależne od ksiąg cywilnych, prowadzi też ewidencję pochówków, a także zwykła ewidencję parafian. Od każdego parafianina płaci co roku podatek w wysokości kilkudziesięciu złotych. Dlatego często przysłowiowa stówa w kopercie dawanej przy okazji Kolendy zaledwie pokrywa wartość podatku. Problem w tym, że kościół ma w ewidencji wiele osób które Kolendy nie przyjmuje, ale z tej ewidencji nie chce się wypisać. Takie martwe dusze – zwane wierzący – niepraktykujący. Właściwie dla samej uczciwości powinny się z rejestru wypisać, ale oczywiście to po pierwsze wysiłek, bo trzeba pójść, po drugie, a nuż się przyda kiedyś ochrzcić dziecko, albo mieć ślub kościelny czy inny sakrament. Szczególnie ten ostatni sakrament – wszak jak trwoga, to do Boga.

U nas problem płacenia podatku od wierzących spoczywa na kościele katolickim. Nie dotyka wspólnot innych wyznań, co już jest jawną niesprawiedliwością.

Dużo normalniej sprawę potraktowano u naszych zachodnich sąsiadów. W Niemczech podatek kościelny wynosi 8 – 9 % dochodu, zależnie od landu. I płacić go musi każdy podatnik, chyba, że złoży pisemną deklaracje wystąpienia z kościoła. Co ciekawe gdy taką deklarację złoży Polak pracujący w Niemczech trafia ona czasem do rodzimej parafii i wtedy Polak jest wypisywany z ewidencji wierzących i zwalnia tym samym macierzystą parafie od podatku który ona za niego płaci.

8 % to nie jest mała kwota, szczególnie gdy się niewiele zarabia – na przykład. w Polsce pensję minimalną. Jednak takie ujęcie opłaty kościelnej pozwala na czyste i czytelne regulacje dotyczące stawek za czynności kościelne. Dar „co łaska” jest faktycznie co łaska, bo czynności typu śluby, chrzty czy komunie mają taryfikator o ile nie są opłacane z wspomnianego podatku. Bardzo chętnie bym taki system zobaczył w Polsce. 

Proponuje jednak od razu trochę go rozwinąć. O ile prawa i obowiązki wynikające z podatku kościelnego SA jasne w sferze finansowej, o tyle widziałbym daleko idące konsekwencje w sferze socjalnej. Po pierwsze prawo do dni wolnych w święta kościelne mieliby ci, którzy deklarują przynależność do wspólnoty wyznaniowej i opłacają z tego tytułu właściwy podatek. 6 stycznia – Święto Objawienia Pańskiego, Wielkanocny poniedziałek, Boże Ciało, 1 listopada – wszystkich świętych, a także 25 i 26 grudnia – święta Bożego Narodzenia, to łącznie 6 dni w które niewierzący powinni iść do pracy. Oczywiście łatwo policzyć, że te wolne dni , to zaledwie około 2 % ogółu dni które pracujemy. Więc nie opłacałoby się płacić podatku kościelnego w wysokości 8 % dla wymiaru czasu wolnego w wysokości 2 %.
Byłaby inna odpowiedzialność za wiarę, a i być może za własne przekonania.

Tymczasem żyjemy w sytuacji, gdy wiele osób leży bykiem w dni świąt kościelnych i cieszy się, że gromadka frajerów zapewniła im wolne.

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>