Ohyda I

Żyjemy coraz bardziej niedbale. Albo sztucznie. Gdy trzeba się pokazać obywatel zakłada lakierki, garnitur, elegancki płaszcz. A gdy nie trzeba, wszystkie te eleganckie elementy zostają w szafie. Nie zostają same, zostawia się tam jeszcze dobry obyczaj. Ostatnio zauważam plagę osób które nie posiadają chustki do nosa. Zauważyć to łatwo, a właściwie usłyszeć. Dzień dobry sfrrrryyy chciałem zapytać sfrrrryyy czy nie wie Pan sfrrrryyy gdzie sfrrrryyy jest to czy tamto. W 1 zdaniu po 3 – 4 pociągnięcia nosem, z agresywnym, obrzydliwym dźwiękiem sfrrrryyy.
Być może jest to dziś normalne, mamy wychowanie które proponuje model „jestem jaki jestem” ludzie nie krepują się chodzić z tyłkiem na wierzchu, to i wciąganie gluta ich nie razi. Tudzież uważają, że nikogo nie powinno razić. A mnie jakoś drażni.
Można się zastanawiać, czy gdybyśmy dziś określili jak wygląda społeczeństwo, to okazało by się, że przeciętny człowiek to już nie tylko posiadacz połowy psa, którym sra po okolicznych chodnikach. Ale również człowiek o brudnych, niedomytych łapach, niepranej przez 3 tygodnie połówce koszulki, 5 x na kwadrans wciągający smarki, albo co godzinę charkający na chodnik.
Strach pomyśleć jak wygląda przeciętny rozum obywatela. I co przeciętnie dany obywatel umie, co przeciętnie wie.
Z drugiej strony ostatnio w zakresie polityki, mediów, gospodarki pojawia się tyle idiotycznych artykułów, tyle wzmianek nie trzymających nawet poziomu dna totalnego, że może słusznym jest spostrzeżenie, jakoby przekaz musiał być dostosowany do odbiorcy. Gdy ktoś niedosłyszy mówimy głośniej, gdy ktoś z innego kraju szukamy słów w języku obcym. A gdy ktoś zachowuje się jak lump, lub gdy ma lumpostwo w głowie to widocznie komunikat musi być do niego dostosowany.

Złodziejski plan

Kilku drani się zebrało,
razem wódką się uchlało
nowy przepis wymyślili
by bezpieczni później byli.

Ef-Ko, a jak nie wygramy wyborów to co dalej ? Michał Kamyczkowski był wyraźnie zakłopotany pytając. Wszak on sam nazywał siebie specjalistą od marketingu politycznego, czyli po polsku od wciskania kitu.
Michał, my musimy wygrać. Musimy, rozumiesz ? Bo jak nie wygramy, to oni mnie mogą przed sąd, przed trybunał, normalnie kamyczek na kamieniu nie zostanie… Wiesz co mam na myśli ?
Kamyczkowski nerwowo przełknął ślinę, drapiąc się w okolicy ostatnich 3 włosów na głowie.
- Ja tam mam wyłebane – rzucił siedzący w rogu sali Radek Sitkorsky mieląc w buzi ośmiorniczkę wciąż walczącą o życie. Nawet nie startuję, dodał nieco wyraźniej gdy już połknął szamocące się zwierzę, popijając whisky. Moja żona załatwiła mi już fuchę. Będę „career maker” w jakiejś amerykańskiej szkole.
Chyba caretaker, odpalił Kamyczkowski. Przecież ty masz taki akcent, jakbyś jeszcze z Ukrainy nie wrócił.
- Umim więcej od ciebie ! Histerycznie krzyknął Sitkorsky.
Taa, nawet przy głosowaniu zmian egzaminów na prawo jazdy musiałeś korzystać z rysunku który guzik nacisnąć…
Halt’s Maul !, krzyknęła pani premier. Był to jeden z niewielu obcojęzycznych zwrotów, które zdołała opanować składając cotygodniowe wizyty po instrukcje u Don Alta w Brukseli. Sam Don Alt często tak na nią krzyczał, gdy chciał mieć chwilę na herbatę, zanim rządowy tłumacz dokonywał na podstawie słownika tłumaczenia tego zwrotu.
Gawiedź zamilkła, wiec pani premier mogła kontynuować.
Musimy się zabezpieczyć na każdą ewentualność. Uruchomić media do nagonki na przeciwników politycznych…
- uruchomione od 8 lat, zgodnym chórem odkrzyknęli Kamyczkowski i Halnicki, minister administracji.
Musimy zabezpieczyć nasz polityczny byt i immunitety…
- zabezpieczony odpowiedział Ryszard Pietrał, który w wyborach miał startować z partii Platforma Obyczajowa, ale ostatecznie przez podobieństwo skrótu do PO zmienił na Starodawna, jako, że był miłośnikiem dotychczasowego układu, a także wielkim sentymentem darzył rozwiązania z czasów PRL, gdzie dobrze ustawiony urzędnik „trzymał za mordę” obywateli.
Musimy zabezpieczyć potrzebne informacje i dane…
- wydam rozporządzenie by skopiować przydatne papiery a resztę spalić lub w inny sposób zniszczyć, odpowiedziała Terenia Piotrkowska, szefowa MSW.
Musimy zabezpieczyć nasze majątki, nasz dorobek, nasze zdobycze finansowe i gospodarcze, by nikt na nas nie nasłał nigdy komornika…
Zaległa cisza. Nerwowy tik pani premier, trzepocząca powieka wydawał się waleniem młota.
Musimy spieprzyć ustawę o komornikach, uniemożliwić im pracę, wysyczała pani premier.
To się da zrobić, wtrącił Halnicki.
Po pierwsze ograniczmy ilość spraw które może prowadzić jedna kancelaria. Komorników nie przybywa, więc po zapchaniu sprawami wszystkich kancelarii nie będzie miał kto podjąć nowych zleceń.
Po drugie, mamy korporacje komornicze. Sam kiedyś taką widziałem. Wszystko zautomatyzowane, wnioski do systemu wprowadza komputer, kilkadziesiąt drukarek drukuje wezwania, automaty pakują, nawet mają w takiej kancelarii etat dla studenta mającego zmieniać tonery i dokładać papier, dodał z ubawieniem. Te kancelarie dostają pakiety nieściągalnych długów, od operatorów komórkowych, ZUS, czy innych firm mających własne działy windykacji, które uznały, że tej kasy ściągnąć się nie da. Takich spraw jest prawie 4 miliony. Po wprowadzeniu limitu 10 tys spraw na rok, wystarczy do zapchania każdej kancelarii w Polsce. Komornik będzie musiał pójść do takiego dłużnika, który często jest długotrwale bezrobotny, albo jest alkoholikiem nie mającym nic, i straci czas, którego nie będzie miał na nas !
Dobre, dobre, przyklasnął Kamyczkowski, a za nim większość towarzystwa.
- to długi szpitali też będą nie do wyegzekwowania ? Upewnił się Ząbala, minister zdrowia.
Nie będą, odpowiedział z rechotem Halnicki.
Ja mam jeszcze jeden pomysł, dodatkowy, pisnął minister Myszek, zajmujący się finansami i nadzorujący, by elitom i zaprzyjaźnionym korporacjom nie działa się żadna krzywda.
Obłożymy czynności komornicze VATem. I to w obie strony. Jak komornik ściągnie z kogoś 100 zł, zabierze z tego swoje 15 % prowizji, a resztę przekaże wierzycielowi, to niech wystawi na te 15 % fakturę VAT dłużnikowi, a na to co przekazał wierzycielowi niech wystawi drugą. Do tych 10 000 spraw dojdzie wtedy konieczność wystawienia faktury za każdą wpłatę, co da pewnie z milion faktur na kancelarię, a na to trzeba czasu, pracowników do fakturowania, a jak wiadomo lepiej do fakturowania niż do majątku szukania, zakończył rymem Myszek.
- Przecież oni ten VAT przewalą na dłużników, westchnął Ząbala. A do tej pory od długu nie trzeba było płacić VAT tylko odsetki karne za spóźnienie…
- No to teraz będzie inaczej, skwitowała pani premier z jadowitym uśmiechem. Ale nie martw się, długu nie będzie miał kto ściągnąć, przedawni się, bo komornicy utoną w biurokracji.
No a co z matkami czekającymi na alimenty, co z przedsiębiorcami czekającymi na zaległe zapłaty za towar, zapytał ktoś z sali.
Hm, zastanowiła się pani premier, ale za chwilę wybawił ją od ciężkiego procesu myślenia jej doradca Kamyczkowski pytając:
- kto z tu obecnych czeka na zaległe alimenty ?
Nikt się nie odezwał.
- kto z tu obecnych czeka na zapłatę za towary czy usługi czy jakiekolwiek inne należności ?
Również nikt nie podniósł ręki.
Czyli to nie jest nasz problem, skwitował Kamyczkowski.
Zamykam posiedzenie rządu ! Krzyknęła pani premier, można pić whisky.

Whisky się skończyła, ośmiorniczki też… dobiegł jakiś głos spod stołu w kącie sali.

Po wyborach 2015

Oficjalne dane PKW pokazują, że za granicą uprawnionych do głosowania jest 199451. Niecałe 200 tys.
W samej Europie liczba emigrantów z Polski sięga 3 milionów. Doliczając do tego dzieci emigrantów posiadające polskie obywatelstwo otrzymujemy ponad 5 milionów.
Wg raportu MSZ z 2012 roku za granicami mieszkało 18 mln Polaków.
W Polsce uprawnionych do głosowania jest 30,1 mln.
Głosować poszło 11,7 mln.
Dwa wnioski.
1. Gdyby każdy mieszkający za granicą Polak poszedł zagłosować, żylibyśmy niczym małpki w eksperymentalnym zoo – ludzie mieszkający często od wielu lat za granicą mieliby większy wpływ na to kto rządzi niż mieszkańcy RP.
2. Rażąco niski odsetek osób uprawnionych do głosowania wg PKW pokazuje jak wielki bałagan musi być w spisach wyborców, w których prawdopodobnie stacjonuje choćby wspomniane 3 mln emigrantów którzy w ostatnie 10 lat skorzystało z otwartych rynków pracy UE.

Volkspolen

Zniesmaczony czytam komentarze niemieckich gazet i piszących w nich pseudoekspertów. Moje zniesmaczenie bierze się nie z tego, że zachodni sąsiedzi wciąż przesyceni hitlerowskim myśleniem stosują podwójne standardy, inne do nich samych, inne do Polski. Zniesmaczenie bierze się z faktu, że nasze media przedrukowują te bzdury, budując autorytet zwykłych chamów.
Naprawdę czas obudzić się z mrzonki, że co niemieckie to dobre, lepsze, solidniejsze. Afera Volkswagena, dogadywanie się z Rosją mimo sankcji, olanie Ukrainy to są objawy nacjonalizmu naszych sąsiadów. Jedyne zasady, regulacje i porozumienia które się dla nich liczą to te, które są dla nich korzystne.
Pan Gerhard Gnauck zwiastuje Polsce straszny czas pod rządami PIS. Używa sformułować negatywnych i agresywnych – a na koniec swego artykułu daje do zrozumienia czytelnikowi, że Polacy rozumieją, jak ważne jest dla nich UE i NATO.
Zaraz, zaraz, co ma jedno do drugiego ?
Otóż pan propagandysta uzurpuje sobie prawo do straszenia Polaków, że gdyby byli niesforni w UE – wylecą z NATO.
Tego NATO, w którym wojsko niemieckie kupuje karabiny mające usterkę po 20 wystrzale, w którym 1/3 pojazdów nie jeździ bo Reichstag nie dał kasy na remonty, i tego NATO które istnieje dzięki obecności w nim USA.
Inny propagandysta Florian Hassel zwyzywał Polaków głosujących na PIS i KUKIZA od nacjonalistów. Grzeczniej byłoby napisać „określił” ale jak co 5 słowo w artykule to „nacjonaliści”, to odbiera się to jak wyzwisko. I co ?
I znów Polski portal przedrukowuje pana Floriana jako autorytet, nie podając przy tym, że ów człowiek pracuje dla lewicowej gazety a sam słynie z marksistowskich poglądów.
Może my też powinniśmy brzydko ale i propagandowo zacząć określać niektórych mianem „usychającego z tęsknoty za NRD”, albo twardo i brutalnie „szwabski postkomunista”.
Kolejny pan propagandysta Konrad Schuller straszy nas „niesamodzielnymi pachołkami Kaczyńskiego”. Polski portal zmiękcza wydźwięk tłumacząc to jako „namiestnicy Kaczyńskiego”. Pan Konrad również przypadkiem sypnął się określając rządy PO jako antynacjonalistyczne, czyli wg niego dobre, bo Europa to Niemcy a Niemcy to Europa, co tam jakieś Polaczki…
Przykłady można by mnożyć, jednak po co. Zniesmaczenie moje bierze się właśnie z faktu, ze polskie media określają takie propagandowe szczekaczki mianem autorytetu.
No to zostaje do obrony Facebook i inne rynki wolnego jeszcze słowa…

O tym jak Platforma Obywatelska zafundowała nam komunizm*.

O tym jak Platforma Obywatelska zafundowała nam komunizm*.
Wiele już słów napisano o politykach PO dywagując czy to ignoranci czy też spryciarze lub świadomi zdrajcy. Są i tacy, którzy uważają ich za jedyną słuszną partię. Cóż, takie prawa demokracji.
Demokracja w Polsce kończy się jednak na prawie do posiadania praktycznie dowolnej opinii na jakiś temat, i na owym prawie do posiadania ta demokracja się kończy. Do faktu, że posłowie PO tworzący rząd kończącej się kadencji mieli w dupie opinie obywateli, ignorowali kilka milionów głosów domagających się referendów czy to w sprawie wieku emerytalnego czy JOWów, zdążyliśmy się przyzwyczaić.
A od nowego roku czas przyzwyczajać się do powrotu komunizmu.
Z początkiem 2016 roku wchodzi w życie prezent od PO – „ustawa o kształtowaniu ustroju rolnego”.
Z pozoru miała być działaniem przeciwko wykupywaniu polskiej ziemi przez zagranicznych inwestorów. Miała być też atutem w kampanii wyborczej.
Pewnie niejedna osoba chciałaby mieć działkę. Sam znam kilka takich osób.
w Polsce, jak to w każdym kraju jest trochę działek różnego typu, skupię się na działkach budowlanych i rolnych. Obu jest jakaś, skończona ilość.
Jak dotąd dość swobodnie powstawały nowe działki rolne – w wyniku podziału większej działki rolnej, i nowe działki budowlane w wyniku przekształcania działek rolnych.
Posłowie PO w trosce o nasze dobro zafundowali nam co następuje:
1. Rolnik już nie będzie mógł wydzielić ze swych gruntów działek z osobnymi księgami wieczystymi, by tak wydzielone działki poprzekształcać w budowlane lub SFRO**, a potem sprzedać mieszczuchom którzy marzą o domku na wsi, lub pod lasem. Nieważne jak lichą ma ziemię, ma ją mieć, ma nie rozdrabniać, ani nie zmniejszać gospodarstwa i kropka. No, chyba, że poprosi Agencję Nieruchomości Rolnych o zgodę na wydzielenie działek a łaskawy dyrektor lokalnego oddziału ANR wyda mu zgodę. Co ciekawe dyrektor nie ma żadnych wytycznych ramowych, ma działać uznaniowo.
Czyli jak Kowalskiego nie lubi, to mu nie da, ale za to swemu zięciowi pozwoli, bo to zięć. I wszystko w majestacie prawa, bo jak nie ma wytycznych to nie ma potrzeby się tłumaczyć.
2. Jak rolnik uzna, że ma dość rolnictwa, znajdzie chętnego na zakup całego swego gospodarstwa, dyrektor ANR również może nie wyrazić na to zgody powołując się na przepis dotyczący zasobów gruntowych pzostających w ręku zbywcy. Skoro w ręku zbywcy pozostało by ZERO hektarów, zgodnie z przepisami dyrektor ANR ma prawo taką sprzedaż zablokować. A niech Kowalski pracuje do śmierci..
3. Jeśli rolnik będzie chciał sprzedać działkę hektarową i większą – prawo pierwokupu zyskuje Agencja Nieruchomości Rolnych. Prawo pierwokupu zyskuje również sąsiad sprzedawanej nieruchomości.
3a. By skorzystać z prawa pierwokupu ANR wcale nie będzie musiało zapłacić tyle, ile woła sprzedający. Będzie można ustalić wycenę w drodze sprawy sądowej. Tu pewnie wiele osób pamięta, jak przy budowie autostrad wykupywano ziemię na podstawie ustawy autostradowej. Gdy gleba była warta w danym rejonie 100 zł za metr, agencja dawała 30 zł, a jak właściciel nie przyjął, kierowała sprawę do sądu, który klepał na korzyść agencji 95 % spraw. Tym samym rolnik chcący sprzedać ziemię, może w drodze sądowej dostać 1/3 jej realnej rynkowej wartości, a nawet mniej – bo poza przyzwoitością sędziego nie będzie na te wyceny żadnego bata. Co najwyżej w sądzie spotka się dwóch rzeczoznawców, jeden od rolnika, drugi od agencji i mocno się rozminą w swych ocenach, więc obaj zostaną przez sąd zignorowani.
3b. Ustawa miała chronić polską ziemię przed zakupem przez obcych inwestorów – tymczasem dzieje się całkowicie odwrotnie.
Prawo pierwokupu przez sąsiada nie określa narodowości owego sąsiada.
Jeśli więc koło sprzedawanej nieruchomości jest choćby dzierżawione przez obcokrajowca kilka metrów – możemy w sądzie spotkać się z Niemcem czy Holendrem, który działając na rynku obrotu glebą od lat ma kapitał na najlepszych prawników. I znów rolnik straci ziemię za ułamek realnej wartości. Tu należy też zaznaczyć, że sąsiad – nabywca nie musi ziemi po sąsiedzku posiadać – może ją tylko dzierżawić. Umowy dzierżaw maja dopiero od kolejnego roku być rejestrowane w ANR, więc jeśli ktoś będzie chciał zrobić wała, dogada się z sąsiadem sprzedającego na dzierżawę 1 ara, zapłaci 500 zł kary za to, że nie zgłosił umowy dzierżawy i po problemie.
Równie dobrze nieuczciwy nabywca może umówić się z sąsiadem sprzedającego, na fałszywą umowę dzierżawy z wsteczną datą. i pokryć za wydzierżawiającego karę za niezgłoszenie przychodu z dzierżawy do US. Wielka to ta kara nie będzie.
4. Nieprawdą jest, że jak dotąd obcokrajowcy nie mogli nabywać polskiej ziemi. Nabywali ją w najlepsze lawirując między przepisami. Tworzono fikcyjne długi których zastawem była ziemia, tworzono nieistniejące testamenty, albo kupowano glebę na firmę- spółkę polaka i obcokrajowca, z której po kilku miesiącach polak odchodził zostawiając cały majątek firmy, w tym glebę zagranicznemu partnerowi.
5. Ustawa pozwala ominąć swe głupoty tylko w 1 przypadku. Sprzedaży ziemi innemu rolnikowi. Z kolei aby być rolnikiem trzeba mieć ziemię i gospodarstwo. Tym samym zwykły obywatel nie będzie miał prawa zostać rolnikiem – będzie mógł jedynie wejść w odpowiedni związek małżeński by otrzymać odpowiedni status i prawo nabycia gleby. Spekulanci którzy jak dotąd skupowali polską ziemię mają często status rolnika. Pozbędą się więc konkurencji w postaci polskich mieszczuchów.
Tak oto ustawa umacnia prawa obecnych na rynku spekulantów, utrudnia życie zbywcom którzy muszą zaryzykować utratę ziemi za ułamek wartości i praktycznie uniemożliwia mieszczuchom zakupienie działki rolnej, by postawić sobie daczę.
Za komuny na niektóre transakcje również władza musiała wyrazić zgodę. Tylko za komuny istniał poza oficjalnym obiegiem dób, obieg drugi – spod lady, z hochsztaplerstwa i kombinacji. Dzięki ustawie zafundowanej przez PO i Bronka Wszystkopodpisywacza wracamy do czerwonej ery PRL.
————————————————————————————-
* „wracamy do komunizmu” – zwrotu tego użyła jako pierwsza w odniesieniu do opisywanej ustawy moja dobra znajoma, której nie wymienię z imienia z racji jej urzędowej pracy, w materii nader bliskiej omawianej tematyce.
Dziękuję Jej jednocześnie za zainspirowanie mnie do napisania powyższego artykułu.
** SFRO – Strefa Funkcjonalna Rolno-Osadnicza. Taki status umożliwia ziemi w gminie być ziemią rolną do czasu rozpoczęcia budowy domu, od którego to czasu działa staje się z automatu działką budowlaną. .

Lipiec 2015 – przedwyborczy bełkot.

Pani premier Kopacz i jej doradcy straszą Polaków bankructwem jeśli PIS dojdzie do władzy. Pomysł by podwyższyć kwotę wolną od podatku z niecałych 4 do 8 tysięcy, czy też dać 500 zł na drugie i dalsze dziecko oceniany jest jako rujnujący kraj. Oczywiście oceniany przez polityków PO, różnych lobbystów którym zależy na jak najniższych kosztach pracy – a te utrzymuje się na niskim poziomie tylko wtedy, gdy człowiek niewiele ma. Bo jakby miał trochę więcej niż ma, to jeszcze by odczuwał mniejszą presję i w tej czy tamtej firmie nikt by nie chciał robić za głodowe stawki i przy łamaniu praw pracowniczych. A jak się nie ma nic, albo jeszcze ma się kredyty, to i za NIEWOLNICZĄ stawkę będzie się pracować.
Od lat wiadomo, że służalcza wobec Niemiec polityka PO ma doprowadzić do powstania nad Wisłą obozu pracy, zaplecza siły roboczej która ma przyjąć rozkaz po angielsku lub niemiecku i go wykonać. Rękę do takiego stanu rzeczy przykładają tak samo osoby zarządzające edukacją, jak i gospodarką. Osobiście znam przypadek w którym uczennica gimnazjum wagarując pół roku, będąc zagrożona ze wszystkich przedmiotów poza angielskim została przepuszczona do kolejnej klasy – bo statystyka była najważniejsza. I z takich uczennic wyrasta nowe społeczeństwo, łatwe do zarządzania, z rozpalonymi ochotami posiadania a więc chętne mieć natychmiast, choćby na kredyt, a gdy już będą zadłużeni po uszy – co nastąpi gdzieś do 30 roku życia – do emerytury będą spłacać raty i pracować na każdych zaproponowanych warunkach.
Politycy PO i wspomniani lobbyści straszą wyliczeniami jakoby dodatkowe 4000 zł kwoty wolnej od podatku to koszt około 23 mld złotych. Mamy 38,2 mln obywateli w tym trochę ponad 6 mln dzieci i młodzieży. Oczywiście budżet straci 23 mld tylko wtedy, jeśli każdy obywatel ukończywszy 18 lat pójdzie do roboty.
Te 23 mld to kwota mająca doprowadzić nas do bankructwa. Ale sprzedaż przez PO majątku polskiego wartego 700 mld za niecałe 56 mld złotych nie jest już dostrzegana.
Nie dostrzega się również, że my, obywatele tych pieniędzy nie zeżremy. Przeciętny polityk PO wierzy, ze Polak robi sałatkę z banknotów i monet. A przecież my te pieniądze wpuścimy w rynek, napędzimy gospodarkę, od tych pieniędzy firmy zapłacą podatek dochodowy i VAT. Ale o tym również lepiej nie mówić.
Za to by nie dać się przelicytować, rządząca partia będąc w stanie umysłowego amoku proponuje zwolnienie z podatku dochodowego osoby do 30 roku życia. Nadmienię, że stara ekonomiczna zasada mówi „jak się nie dorobisz do 30 roku życia, to już się nie dorobisz”. Ma to związek z tym, że pensja człowieka bardzo szybko rośnie w rok – dwa po podjęciu pracy i swe maksimum osiąga z reguły po 5 – 8 latach. Potem już tylko maleje. Biorąc pod uwagę łatwość z jaką dziś można skończyć studia, śmiało można założyć, ze pani premier Kopacz proponuje zwolnić z podatku osoby będące w okresie swych najlepszych dochodów. Wyjątek wszak stanowią ci, którzy założą firmy dające im dochód do emerytury. Za to zapewne każda firma rodzinna, czy to architektów, czy to kancelaria prawna nagle zostanie przepisana na najmłodszego członka rodziny – i tym samym w majestacie prawa będzie mogła zarabiać miliony bez podatku.
Szacując, że ludzie młodzi zarabiają średnią krajową pani premier proponuje Polsce następującą stratę : 5,5 mln ludzi zwolnionych z podatku ( uwzględniając odliczenia za ubezpieczenie społeczne i zdrowotne ) w wysokości około 3000 zł rocznie mamy 16,5 mld. Do tego doliczyć należy trudny do oszacowania koszt firm przepisanych na dzieci – i mamy co najmniej kwotę proponowaną przez PIS o ile nie większą.
Mamy też dodatkowo :
- niekonstytucyjne bo nierówne traktowanie obywateli.
- możliwość uzyskiwania różnego efektywnego wynagrodzenia za tę samą pracę.
- precedensy prawne, gdy bardzo bogaty biznesmen przepisze wszystko na swojego syna czy wnuczka, szczególnie nieletniego, lub wręcz noworodka, i pozostając opiekunem prawnym będzie dalej zarządzał swym biznesem.

Pani premier – pobudka. Albo proszę odstawić to co wy tam w partii bierzecie.

Nowe reklamy bankomatowe.

Naszedł mnie pewien pomysł, na reklamę. Reklamę upierdliwą, ale dochodową. Reklamę którą i tak kiedyś ktoś wprowadzi, niezależnie czy mój pomysł opiszę teraz, czy zamknę w szufladzie.
Niech więc będzie dostępny dla każdego kto ma ochotę.

Człowiek podchodzi do bankomatu.
1. Wkłada kartę.
2. Stuka PIN.
3. MUSI obejrzeć 30 sekundową reklamę, w stylu tych z TV czy Youtube. Jeśli nie chce czekać, może za 1 czy 2 zł ją pominąć.
4. Po reklamie pojawia się ekran z wyborem kwoty do wypłaty.
5. Dalej wszystko normalnie, wypłata, potwierdzenie i do widzenia.

Jeśli ktoś chce oferować darmowe karty, darmowe bankomaty może mieć dochody z reklam.
Kto nie ma czasu na reklamę – może zapłacić złotówkę czy dwie.

Myślę, że w przyszłości podobny system wprowadzą cyfrowe telewizje. Reklama będzie wchodziła w środku filmu czy meczu, ale nie trzeba będzie płacić wysokiego abonamentu. A kto zapłaci dostatecznie – może reklam nie mieć wcale.

Pomysł na nową ordynację wyborczą

Panowie politycy.
Jest po pierwszej turze wyborów prezydenckich, ci co przeszli do drugiej tury chwytają jak pelikany każdy pomysł byleby przelicytować kontrkandydata, a ci co nie przeszli chcieliby dalej powiewać różnymi sztandarami, począwszy od rozpierduchy, a skończywszy na sierpie i młocie.

Chcecie zmian ?
To oto krótki i rzeczowy plan.

1. Głosowanie odbywa się przy każdym składaniu PITu.
2. Głosy są zliczane co roku i publicznie ogłaszany jest wynik z każdego roku.
3. Głosy z całej kadencji, np 4 letniej się sumują – tym samym po roku partia rządząca wie czy rządy się podobają czy jest żółta kartka od społeczeństwa.
4. PIT ma obowiązek złożyć każda osoba również ta na rencie, długotrwałym chorobowym, ta na zasiłku dla bezrobotnych
5. Komu się nie chce pracować, szukać pracy, składać PITu – nie głosuje. W końcu z reguły głosując wybieramy przedstawicieli którzy rozdzielają publiczną kasę, więc kto się długotrwale do tej kasy nie dokłada to nie może mieć nic do gadania w sprawie jej wydawania. Analogicznie emigranci. Płacą podatek za granicą – niech głosują w sprawach kraju gdzie ten podatek płacą, jeśli dany kraj im pozwoli.
I pięknie chroni to Polskę przed cyrkiem który by powstał gdyby prawo głosu miało 16 mln emigrantów i 14 mln mieszkańców Polski, a emigranci głosowaliby dla jaj i żartobliwie.
A politycy musieliby pracować 4 lata na głosy, byliby na bieżąco oceniani. Unikało by się 3,5 roku opierdzielania się i półrocznego bicia piany na koniec.

Szajba na punkcie JOWów.

Pierwsza tura wyborów prezydenckich AD 2015 odbyła się. Odbyła i już. Kandydaci nie mieli za wiele do powiedzenia, zwyczajowo obiecując co popadnie komu popadnie, byleby w ich mniemaniu naobiecywać tyle, by zebrać jak najwięcej głosów. Oczywiście są jakieś różnice między kandydatami, np Pan Duda dokłada starań by jego obietnice nie były sprzeczne z tymi które złożył w dni poprzednie. Aczkolwiek i tak wszystkim obniży podatki i każdemu dołoży kasy. Na takie obietnice ze strony kandydata PISu odpowiednio reaguje PO i ich kandydat Pan Komorowski.
Właściwie Pan Komorowski nie reaguje, tylko wciąż usiłuje zachować przytomność, zapamiętać co mu przy śniadaniu kazali się nauczyć na pamięć, a każą mu nauczyć się tyle, że Pan Komorowski obiecuje każdemu jeszcze więcej niż Pan Duda, zapominając, że ostatnie lata był prezydentem. A to z kolei oznacza, że zwrot „jeśli zostanę prezydentem” nawet jeśli w domyśle chodzi o wybór na drugą turę, powinien być używany dużo rozważniej, wszak większość słuchaczy ma wrażenie słuchania człowieka który za NIC nie odpowiada, nigdy prezydentem nie był.
Pojawia się też Pan Kukiz. Taki apolityczny niby, który chce zburzyć układ. Pan Kukiz będąc od pewnego czasu radnym sejmiku dolnośląskiego, członkiem sejmikowej Komisji Współpracy Zagranicznej, oraz Komisji Kultury, Nauki i Edukacji oświadcza, że chce rozwalić układ.
Dla niezorientowanych UKŁAD to taki scenariusz gospodarczo polityczny w którym „ręka rękę myje”, następuje „wymiana przysług” ( ja Ci ustawię przetarg ty mi zatrudnisz synową ), oraz panuje umowna nietykalność ( panie prokuratorze, przed panem wielka kariera a poseł XYZ nie był aż tak pijany gdy prowadził samochód, ile z tych promili można stargować ? ).
Czasem w UKŁADZIE uczestniczą osoby które mogą zaoferować kasę, za usługi na których im zależy ( wyremontujemy Ci dom, ale koncesja na ABC musi iść do… ).
I Pan Paweł Kukiz chce to rozwalić.

Idea wydaje się szczytna, jednak pod sztandarami rozwalania idzie albo naiwność, albo amatorszczyzna.
Pan Kukiz jako jedno z narzędzi burzenia układu proponuje Jednomandatowe Okręgi Wyborcze.
Głupota jest to oczywista, i nie wymagałaby tłumaczenia nikomu, jednak ponieważ Pan Kukiz chce uczyć naród i tłumaczyć mu dlaczego JOWy są takie cudowne, warto w ramach tego wpisu przygotować czytelników na rozumienie nauk Pana Kukiza.

W Jednomandatowym Okręgu Wyborczym, jak sama nazwa wskazuje, mamy jeden mandat dla polityka, wygrywa więc ten który ma najwięcej głosów.
Wyobraźmy więc sobie baśniową krainę CHUDUKAKU.
W CHUDUKAKU mieszka 36 mln obywateli, z tego 30 mln ma prawo głosu, kraina jest podzielona na 100 jednomandatowych okręgów wyborczych, po równe 300 tys obywateli w każdym.
W kraju tym 2 czołowe partie cieszą się łącznie 98% poparciem, do tego mamy partię Chłopskiej Ciemnoty cieszącą się ledwie 2% poparciem.
W każdym okręgu podział głosów jest idealnie równy. Na każde 100 osób 49 jest za partią nr 1, kolejne 49 za partią nr 2, i dwie za Chłopską Ciemnotą.
W Wyborach Chłopska Ciemnota tworzy koalicję z Partią nr 1. Łącznie więc w każdym okręgu mają 51% głosów. Z każdego okręgu więc wprowadzają jednego koalicyjnego posła.
Skutek wyborów :
Dzięki koalicji Chłopska Ciemnota i Partia 1 wygrywają w każdym okręgu i w parlamencie nie ma żadnego przedstawiciela partii nr 2.
49% populacji będąca zwolennikami partii nr 2 nie posiada swojego reprezentanta !

Scenariusz drugi.
Na 100 okręgów mamy różną gęstość zaludnienia, na wschodzie mniejszą, na zachodzie większą. Do tego mamy kilka miast wojewódzkich w których zdecydowaną przewagę ma partia nr 1.
Na wschodzie zapewne wygra partia nr 2, na zachodzie partia nr 1. W kilku miastach wojewódzkich koalicja partii 1 z Chłopską Ciemnotą.
Wynik – np 55 do 45 dla koalicji partii 1 z Chłopską Ciemnotą wydaje się być uczciwy i przewidywalny.
Jednak taki rozkład mandatów nie pozwalałby uzyskać wymaganej większości dla np zmiany konstytucji.
Rządząca koalicja przed wyborami zaczyna kombinować przy JOWach, i wskutek dziwnych zarządzeń z 45 okręgów na wschodzie powstają okręgi ogromne, ale za to tylko 3.
a na zachodzie również redukuje się ilość okręgów, by zachować pozory redukcji w każdym regionie, lecz po zmianach z 55 okręgów pozostaje 50.
Do nowego parlamentu wchodzi więc po wyborach 50 posłów koalicji, i 3 zwycięskich posłów partii opozycyjnej. Po 1 na każdy mandat z okręgu.

Scenariusz trzeci.
Cały kraj, zgodnie z marzeniami pana Kukiza jest wkurzony na władzę. Nadchodzą wybory.
Władza by utrzymać się przy korycie, organizuje po 1 okręgu jednomandatowym na każde województwo.
I dodatkowo 85 okręgów w stolicy kraju, przesiąkniętej aparatczykami, korupcją, oligarchami i członkami partii koalicyjnych.
W wyniku wyborów 28 mln ludzi mieszkających w 15 województwach dysponuje 15 mandatami, wszystkie wygrywa partia Pana Kukiza.
2 mln mieszkańców stolicy głosuje na Partię 1, wszak są w UKŁADZIE. Dysponują 85 okręgami jednomandatowymi. Co 5 ulic nowy okręg.
W nowym parlamencie ląduje 85 posłów ze stolicy i 15 posłów od Pana Kukiza, który ze swoimi JOWami ląduje w czarnej dupie.

Scenariusz czwarty.
Niezależnie od ilości jednomandatowych okręgów wyborczych w kraju tworzy się TAKĄ SAMĄ ilość okręgów za granicą, np w Etiopii, na Wyspach Owczych, w Nigerii, Indiach, Wietnamie, No i z 10 w Federacji Rosyjskiej bo to duży kraj. Duży, ale rzadko zaludniony, więc do każdego z tych rosyjskich okręgów przypisanych zostaje po tuzinie emigrantów.
30 mln obywateli siedzących w kraju może głosować jak chce – wynik i tak byłby zależny od emigrantów. W tym aż 10 reprezentantów wybranych by było przez 120 emigrantów mieszkających w Rosji.

Dużo uczciwsza jest więc ordynacja proporcjonalna. Nie prowadzi ona do sytuacji gdzie milion głosów mieszkańców województwa wschodniego dysponuje 1 mandatem tak samo jak 12 emigrantów mieszkających w Moskiewskim Jednomandatowym Okręgu Wyborczym.

Obecną ordynację wyborczą można reformować. Ale o tym w osobnym wpisie zatytułowanym „Pomysł na nową ordynację wyborczą”.

Panie Kukiz.
Jak Pan w świetle powyższych 4 przykładów chce mnie i wielu innych Polaków przekonać do Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, skoro grozi nam potem obudzenie się nie w Polsce ale w CHUDUKAKU, która to nazwa jest skrótem myśli Bartłomieja Sienkiewicza CH*j DUpa KAmieni KUpa.

Partyjne spotkanie

Klubowe spotkanie było tym razem tajne. Tak tajne, że wiedziało o nim zaledwie kilka osób w państwie i obsługujące je kelnerzy. Wybrani ministrowie rządu, pani premier i prezydent, mieli naradzić się jak wygrać wybory.
Półokrągły stół nakryto białym obrusem, na których w pośpiechu kelnerzy ustawiali jeszcze kieliszki, gdy zaczęli schodzić się pierwsi uczestnicy. Niektórzy ospale, inni z uśmiechem, sala powoli wypełniała się gwarem toastów. Co prawda wódka miała być podana po naradzie, lecz minister sprawiedliwości zarządził, że sprawiedliwie będzie podać ją od samego początku.
W końcu nadeszła Ona. Charakterystyczny stukot butów, w rytmie na trzy, jako że obcas jednego buta stawiała przed postawieniem palców, a drugiego równocześnie z palcami powodował rozpoznawalny z daleka dźwięk – ra-ta-ta, ra-ta-ta. Stanęła w drzwiach i potoczyła groźnie jednym okiem po nieźle rozbawionej gromadzie. W tej samej chwili gdy udało jej się opanować uciekające w zezie drugie oko i skupić je na stojącej na stole wódce, minister zdrowia Bartek Łykowicz zaintonował znaną w kuluarach partyjnych piosenkę – Nie płacz Ewka. Szefowa rządu nie lubiła jej wcale, całkiem słusznie uważając, ją za przytyk do rozbieganego wzroku i mimowolnie cisnących się łez ilekroć ktoś wspomniał o pensji jej poprzednika zasiadającego obecnie w strukturach UE.
- Zamknij się Bartek, ryknęła, wszyscy się zamknijcie !
Sorry Ewka, ale zamknąć to trzeba mieć za co, zarechotał Cezary – zwany też ministrem niesprawiedliwości.
- już ty wiesz za co, groźnie warknęła premierowa, dodając za chwilę – gdzie Bronek ?
Faktycznie prezydenta nie było. Nie stało się nic nadzwyczajnego, ot jak co dzień siedział przed telewizorem i dłubiąc w nosie, zapomniał o czasie i przestrzeni. Płynął przez niebyt myśli, a w równolegle płynął czas, gdy już dawno miał być gdzie indziej.
- ja to załatwię, zaoferował się marszałek Radosław. Po czym wyciągnął telefon i bez skrępowania zamówił pizzę.
- Zwariowałeś ?! wrzasnęła Ewka. Przecież my tu mamy catering, a do tego to spotkanie jest tajne !
- Spoko, to tylko przykrywka, BOR pojedzie po pizzę i przy okazji przywiozą Bronka. Będzie świetna przykrywka dla PISowców jak zechcą rozliczać kilometry.
Nie upłynęło wiele czasu, gdy faktycznie prezydenta wniesiono na salę. Siedział dalej na swym krześle dłubiąc w nosie i nie reagując na bodźce. Nie było to nic nowego, każdy z obecnych wiedział, że prezydent jest starej daty, i gdy skończy jedną czynność jego rozum będzie w stanie zająć się następną. Trochę ta jednowątkowość przeszkadzała, jednak specjaliści pokonywali pojawiające się problemy, jak choćby dukanie przemówień. Prezydent za bardzo skupiał się na trzymaniu kartki, by mówić całymi zdaniami. Gdy kartki przylepiano do mównicy, prezydent mówił o wiele płynniej.
- Mam wniosek formalny – krzyknął znienacka minister obrony narodowej Tomasz SI-Moniak.
- k… ! co znowu, ryknęła Ewka. Przecież ty nie odróżniasz lampki od mikrofonu, więc jak możesz odróżniać wniosek formalny od toastu ?
- Nno to wznoszę toast formalny, bełkotał pod nosem podchmielony minister – by w związku z ostatnimi wydarzeniami wezwać obywateli do rejestracji posiadanej broni…
- Jak rejestracji ! Rozpaczliwie zawyła Ewka. Przecież w tym zasranym kraju nikt poza naszymi specjalnymi agentami nie ma broni bez pozwolenia !
- i tu się myliszszsz… wyrzęził minister, wziął głębszy oddech i wypalił – a co z krzesłami ? Przecież na ostatnim wiecu Bronka zaatakowano go zaostrzonym krzesłem…
Nim pani premier zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, Bronek przerwał dłubanie w nosie, dostał wielkich oczu, przeraźliwie sapnął kilka razy i w końcu krzyknął – ja się boję krzesłów !
Po czym całkiem bez sensu wstał i wszedł na krzesło na którym do tej pory siedział.
- przestraszyłeś prezydenta swoją mową nienawiści, syknął zjadliwie znad talerza ze szczawiem wieloletni członek partii Wiesiołowski.
- spieprzaj dziadu i żryj trawu odpalił mu szef MON.
- Zamknąć się, obaj, ryczała Ewka, ale nikt nie miał zamiaru się podporządkować. Bo zadzwonię po ABW, albo po bratnie wojsko, groziła pani premier, bo was wyślę na Kołymę !
I pewnie wydzierałaby się tak jeszcze długo, gdyby minister sportu, który pił najmniej nie przerwał jej szturchnięciem łokciem w żebra, mówiąc, Ewka, on leje.
Wskazywał na trzęsącego się ze strachu Bronka, którego nogawka wyraźnie ciemniała od fizjologicznej wilgoci.
- Broneeek, złaź !
- ale ja się boję krzesłów…
- złaź, i won do kibla !
- ale ja się boję… nie dokończył nawet, bo minister sportu pewnym chwytem judo sprowadził go do parteru.
- uważaj trochę, nie nabij mu siniaków, bo jak będzie wyglądał…
- się zgoni Ewciu, na PIS, jak zwykle, odparł były trener WF, zadowolony z udanego chwytu.
- ale ja się boję krzesłów, dobiegło z poziomu dywanu….
- Spier…. Do tego kibla ci mówię, bo zaraz oberwiesz tym krzesłem, pani premier znów podniosła głos.
- Nie strasz, nie strasz bo się zesra i będzie gorzej, skomentował minister sportu, po czym wykręcił prezydentowi rękę, założył odpowiednią dźwignię, podniósł go i poprowadził w kierunku toalety.
Wrócił jednak nader szybko – Bronek tym razem nie chciał zejść z pisuaru.
- co za burdel, mieliśmy ustalić plan na wybory, grzmiała pani premier. Bronek, złaź !
- ja się boję krzesłów, odpowiedział jej matowy głos.
- Złaź, obiecuję, że wprowadzimy obowiązek posiadania pozwolenia na krzesła, jak na normalną broń!
- A kto nie zda egzaminu, będzie musiał zdać do wojskowych magazynów też stoły, bo one też mają nogi, dodał szef MON.
- oraz sztućce i wykałaczki, dorzucił Wiesiołowski, próbując zza protezy wygrzebać resztkę szczawiu stępionym widelcem.
- i co my z tym całym meblowym chłamem zrobimy – warknęła mu Ewka.
- wyślemy na Ukrainę jako nasze wsparcie, rezolutnie rzucił szef MON.
- sprytne, zamyśliła się pani premier, w końcu krzeseł nie obejmuje układ o ograniczeniu zbrojeń w Europie… tak ! i wokół zagrożenia wojną i krzeseł dla Ukrainy oprzemy naszą kampanię !
Po czym kazała sobie polać, i wyraźnie zrelaksowana dołączyła do biesiadujących, którym nie przeszkadzały ani podsłuchy, ani prezydent znów grzebiący w nosie i nieobecny myślami..

———————————————————————————————————————————
Szefie i co my zrobimy teraz z tym nagraniem ?
- dupy nie urywa… Szef kuchni Wojciech Modest Koszmaro był wyraźnie zniesmaczony…
- następnym razem wybierzcie trzech, góra czterech którym podacie wódkę, a pozostałym lejcie spirytus. Gęby mają takie, że i tak nie rozróżnią, a jak część uśnie, to nagrania będą czytelniejsze.
Może wtedy się dowiemy co poprawić w naszej kuchni..